Wiesz, nie jestem fanem Trumpa, ale jedno trzeba mu przyznać. Dzięki temu, że postanowił wrócić do podstaw syntezy działania mocarstw, gdzie siła militarna jest potężnym orężem politycznym, który narzuca innym krajom swoją wolę, prawdopodobnie rozwiąże wiele kwestii nierozwiązywalnych do tej pory dla USA przez wiele dekad. Mówię tu o kwestii Wenezueli, Iranu, Kuby i być może walki z narkobiznesem w Ameryce Łacińskiej i Południowej, które faktycznie powodują destrukcję w społeczeństwie amerykańskim. Można tego nie akceptować, co nie zmienia faktu, że i tak reguły rządzące światem ustalają mocarstwa, czy się to komuś podoba, czy nie. Żeby przetrwać w tym świecie, trzeba się do zmieniających reguł dostosować, co jest fundamentalną kwestią przyrodniczą, tylko adaptacja daje szanse na przetrwanie w zmiennych warunkach "środowiskowych".
Dlatego czasami można pomylić butę z konsekwencją działań, mającą na celu osiągnięcie jakiegoś zamierzonego finału danego działania.