Ranny Ray syknął z bólu, gdy obrót statku docisnął go zwichniętym barkiem do skrzydeł fotela.
Ściśniete jak śledzie w beczce bozony Higgsa w Bramie Tannhaeusera rzuciły swój śpiew do statku. Ciężka rufa odebrała je najszybciej i przejęła sterowanie statkiem. Zamglony wzrok Raya śledził mgławice umierających gwiazd przesuwające się w oknach kokpitu.
- "Tak" - zamruczał - "zew Tannhaeusera!"