Aby sprzedaż poniżej ceny emisyjnej nie była opłacalna, całkowita cena, za którą płaci się za akcje (ta rzeczywista), nie może być niższa od wartości, po której się akcje sprzedaje.
Aby rozjaśnić Ci w głowie, podam przykład:
Nazywasz się Kowalski. Jan Kowalski. Kupujesz na rynku dług Pronoxu, który powstał przed złożeniem wniosku o upadłość. W związku z tym, że postępowanie naprawcze trwa długo, a Ty chcesz zarobić - znajdujesz Pana Wacława Nowaka, majacego np. firmę spedycyjną, która świadczyła usługi na rzecz Pronoxu w czasach świetności tej spółki, i której Upadły jest winny 100.000 złotych + odsetki. Kupujesz to zadłużenie, płacą gotóweczką kładzioną na stół (w czasach kryzysu ten widok na prawdę działa), za - powiedzmy - 20.000 złotych.
Następnie udajesz się do swojego przyjaciela Królikowskiego, który mówi Ci tak: Słuchaj spłacę Ci to zadłużenie, ale akcjami po 10 groni, za każdą złotówkę długu, który do Ciebie mamy. Ale umorzysz mi odsetki.
Ty się zgadzasz, dostajesz 100.000 w 1 mln akcji Pronka, które następnie... wywalasz ulicy, która łyka je, jako świętną okazje. No przecież sprzedajesz po, dajmy na to, 6 groszy, więc są i tak 40% lepsi od Grubasów, którzy brali po nominale!!
I w ten oto sposób wszyscy są zarobieni:
- Spółka, bo nie zapłaciła odsetek,
- Królikowski, bo nie ma długu,
- Leszcze, bo tanio kupiły,
- no i Ty - bo jesteś zarobiony 300%.
Zakumałeś wreszcie...?? :)))))