Widzę, że wszyscy mają problem z tym bzdurnym polskim prawem. Moja koleżanka w Australii otworzyła sklep- załatwianie formalności zajęło jej 30 minut. Poszła od urzędu, założyła firmę siedząc przy jednym biurku a ja muszę latać od jednego urzędu do drugiego, czekać na idiotyczne numerki i płacić cholernie wysokie podatki. Też nic nie rozumiem. Czytam ustawy, ale nic z nich nie rozumiem jak większość z nas, nie posiadających "prawnego" wykształcenia. Wynajmuję mały boks. Chcę sprzedawać w nim odzież i zatrudnić obcokrajowca za przyrzeczeniem- pewna pani zajmująca się tym samym poradziła mi wybór ryczałtu 3%, ale nie rozumiem jak urzędy mnie sprawdzą. Nie mam kasy fiskalnej, tylko zeszycik, w którym wpisuję co chcę. Wiele osób używa ryczałtu do prania pieniędzy. Nie rozumiem nawet co to jest te 3%! Pytałam się wszystkich znajomych i nikt nie wie. Jak najlepiej zatrudnić osobę, żeby płacić niskie podatki od niej? Mój pracownik nie wymaga w ogóle wypłaty- mogę go zatrudnić i dawać mu 50zł miesięcznie? Teraz się nie dziwię czemu Polska ledwo przędzie- przecież to jest nienormalne- podatki, numerki i numereczki, piecząteczki, okienka. Tragedia. To jest jakaś kpina, naprawdę.