Cały czas tu powtarzam, że gdyby Bomi ogłosił bankructwo pół roku temu, to byłby jeszcze do uratowania właśnie ze względu na klientów, których wtedy jeszcze posiadał.
Teraz Bomi, aby odbudować reputację musiałby zatowarować swoje sklepy tą "wołowinką po 90PLN-ów", która by mu się przeterminowała. Zatrudnić ekspedientki, którym trzeba będzie płacić pensje. Wydać kasę na reklamę, że wszystko wróciło do starych dobrych czasów.
Koszty ogromne i bez gwarancji sukcesu. A tymczasem Bomi jest bez kasy, bez klientów, ze zniszczoną reputacją.
Niestety Bomi pozycjonował się na delikatesy - drogo, drogo, bardzo drogo, ale ekskluzywnie. Przy takim ustawieniu marki plajta stanowi śmierć. Nie kupiłbyś torebki Prady swojej pannie, gdyby gazety napisały, że ta firma ogłosiła upadłość. Niestety tak działa rynek dóbr z wyższej półki, a tak się pozycjonowało Bomi.
Pisałem tu, że Biedronka może sobie plajtować ile chce, bo klienci tam przychodzą po tanie żarcie. Tu zauważyłem zmianę strategii marketingowej Biedronki. Zawsze wydawała gazetkę z przepisami kulinarnymi. Do tej pory wyliczała, jak tanio można coś fajnego przygotować. Teraz zrezygnowała z podawania kosztu przygotowania potrawy. Nastąpiła zmiana wizerunku. Już nie tanio, ale smacznie, w dobrej jakości.
Do Bomi przychodzili: a) snoby: "Musiałem pójść do Biedronki - myślałem, że spalę się ze wstydu; b) marudy: "Po makaronie z Biedronki mnie kwasi"; c) koneserzy: "Wpadłem po chleb i zobaczyłem świeżego węgorza",po 149 PLN/kg - takie oferty miał Bomi, zresztą bardzo atrakcyjne dla ludzi, których stać, aby "podarować sobie odrobinę luksusu".
Klient ma sentyment jedynie do tanich cen - "Zajrzę do Biedronki, może tam poprawiło się zaopatrzenie". Klient nie ma sentymentu do marek z wyższej półki. "Zajrzę do Bomi - może się odchwyciło" - na takie myślenie nie ma co liczyć. Tymbardziej, że dawni klienci Bomi teraz aktywnie poszukują sklepów, w których znajdą makaron, który ich "nie kwasi". Jeśli znajdą, to jaki znajdą powód, aby wrócić do Bomi? Ha?!