Jeśli to tylko zabezpieczenia, to nie ma się czym martwić. Otworzyli długą pozycję na miedzi, więc jeśli cena miedzi pójdzie w górę, to zarobią na kontraktach, ale później tę samą miedź fizycznie będą musieli kupić drożej, więc bilans się zeruje. Jeżeli cena miedzi spadnie, to na kontraktach umoczą, ale za to fizycznie tę miedź kupią taniej i znowu bilans się zeruje. Na euro i wszystkim innym ten mechanizm działa tak samo. W ten sposób spółka zabezpiecza się przed gwałtownymi wahaniami cen strategicznych dla siebie towarów i zapewnia sobie jak gdyby stałość tej ceny w krótkim okresie. No i cały witz polega teraz na tym, zeby ten bilans rzeczywiście się w kluczowym momencie wyzerował, czyli trzeba dobrze policzyć ile miedzi potrzeba i do jakiej wysokości się zabezpieczyć. Ale nawet jeśli bilans na koniec nie za bardzo się wyzeruje, to i tak lepiej niż zdać się na los szczęścia na dzisiejszym rozchwianym rynku. Oczywiście, jeśli kogoś nie zaswedzi łapka, żeby przy okazji pospekulować i przegnie z "zabezpieczeniami" jak parę lat temu.