Witam wszystkich. Przeczytałem Wasze rozważania i chciałbym również dodać kilka przemyśleń od siebie. Osobiście, podobnie zresztą jak Gallileo, o sam rozwój i sytuację finansową Wikany się nie obawiam. Branża ma się dobrze. Póki co nie grozi jej przegrzanie. Od wielu miesięcy obserwujemy wysoki popyt na mieszkania. Ponadto Wikana działa na ścianie wschodniej, na której to na przestrzeni ostatnich miesięcy obserwujemy jedne z najwyższych (w Polsce) odczytów poprawy warunków życia, wynagrodzeń, zamożności czy spadku bezrobocia. Ogólnie rzecz biorąc, ludzie tam się bogacą i chcą mieć swoje własne mieszkanie. Zatem na popyt na mieszkania Wikana nie powinna narzekać. Mnie martwią niestety 2 inne rzeczy:
1. Czy popyt na akcje pojawi się zanim zacznie się sraczka na amerykańskiej giełdzie? Niestety nasza rodzima giełda jest w o tyle słabej sytuacji, że hossa wystartowała na niej stosunkowo niedawno (tak odczuwalnie od wrześnie 2016r,) Hossa na giełdach zachodnich zaczęła się natomiast duuużo wcześniej. Osobną kwestią jest to, że na obecną hossę na GPW załapał się póki co głównie WIG20 i parę innych większych spółek. Jak obserwuje się giełdę amerykańską i czyta te wszystkie raporty (największych banków inwestycyjnych, agencji ratingowych czy FED-u) można odnieść wrażenie, że niedługo to wszystko pieprzenie. I pytaniem nie jest już czy pieprze w ogóle, tylko kiedy. Czy dociągniemy do połowy 2018? Tego nie wiem, ale wiem jedno. Jak u jankesów zacznie się mocna przecena, to nawet gdyby u nas zaczęły się rajdy na małych i średnich to będzie ciężko je utrzymać. Takie już nieszczęście naszej giełdy (w sumie to większości giełd na świecie), że jak na jankeskiej giełdzie zacznie się przecena to i u nas zacznie się przecena. Dlatego kluczowe jest kiedy tu się zacznie popyt. Jak nie wystartuje z nowym rokiem, to kiepsko to widzę,
2. Co planuje ten cwaniaczek B. To chyba jeszcze większa obawa dla mnie niż ta z punktu pierwszego. Wszyscy wiedzą, że Wikana jest w nieporównywalnie lepszej kondycji niż jeszcze kilka lat temu. Zapewne przez wiele miesięcy będzie się tu dobrze kręciło. Wiemy też, że pan B. to znany i nie cieszący się dobrą sławą krętacz, który lubi wydymać inwestorów, bo najważniejsza jest dla niego nie dobra renoma, a wyłącznie nachapanie się kosztem drobnych inwestorów. Swoją drogą, mam nadzieję, że kiedyś się na tym przejedzie - mocno.
A tak zupełnie zajawkowo zapytam o Waszą opinię na temat jednej rzeczy, która w ostatnim czasie przechodzi mi przez myśl. Rzecz tyczy się Sanwila, którego ostatnio obserwuję, na którym to widzę wiele podobieństw do Wikany. Czy w Waszej opinii na Sanwilu mogłoby dojść do następującej sytuacji. Po nieudanym wezwaniu Pan B. poprzez swojego FIZ-a i poprzez jakieś słupy systematycznie skupuje pakiety akcji, jednocześnie dbając o to żeby robić to na tyle powoli i rozsądnie, żeby kurs nie wyskoczył z obecnych (niskich) poziomów. W niektóre dni widać zakupy równych pakietów akcji 50K, 10K itd. Obecnie Agio ma 66% czyli jakieś 11M akcji. Całość to 16,7M. Do poziomu 95% posiadanych akcji potrzeba zatem jakiś 15,87M akcji (brakuje niecałe 5M). Czy myślicie, że byliby w stanie przez kilka miesięcy skupić na rynku do tego poziomu, nie ruszając jakoś znacząco kursu? A w konsekwencji, posiadając 95% akcji ogłosić przymusowe wezwanie i zmusić resztę małych inwestorów do oddania akcji dużo poniżej wartości księgowej? Jak sądzicie, możliwa taka akcja? A jeśli możliwa, i jeśli by się takie coś sprawdziło to czy na Wikanie też by coś takiego przeszło?