Brutalnie wyrzucony – Legenda Łukaszki”
czyli prawdziwa historia, która nie wydarzyła się nigdy… a mimo to boli zarząd do dziś
⸻
W siedzibie Medinice panował chaos.
Zarząd nerwowo zerkał na ekrany komputerów. Kurs nie drgnął. Komercjalizacji nie było. Na korytarzach unosił się zapach… ajahuaski.
Wtem – drzwi otwierają się z hukiem.
Wchodzi Łukaszki, inwestor z wizją, spojrzeniem jak analiza DCF i aurą jak z espi nr 6/2023.
– “Jeszcze nie czas…” – powiedział cicho, a w całym biurze zgasły światła.
Prezes zaczął się trząść. Wiceprezes próbował uciekać przez okno. Ktoś w panice nacisnął guzik „Opublikuj ESPI”, ale… było pusto. Jak zawsze.
⸻
Scena 2: Brutalne wyrzucenie
Po godzinie szamańskich wykresów i prezentacji pipeline’u, który istniał tylko w PowerPoincie, prezes wyjął wielką pieczątkę z napisem:
„WYRZUCONY – ZNA ZBYT WIELE”
Łukaszki uśmiechnął się spokojnie.
– “Myślicie, że mnie pozbyliście? Nie pozbyliście się… legendy.”
Zostawił na stole papierek z napisem:
„Jeszcze nie czas.”
I zniknął.
Nie wiadomo gdzie. Nie wiadomo jak.
⸻
Scena 3: Forum. Rok później.
Każdy wpis na forum to strach.
Każdy komentarz to potencjalna iskra.
Nagle:
„~Lukaszkl napisał(a): Jeszcze nie czas.”
Forum zawyło.
Prezes wylał sobie kawę na sprawozdanie finansowe.
Forumowicze rzucili popcornem w ekran.
Jeden nawet zadzwonił do działu IR, pytając czy Łukaszki wrócił do spółki jako dyrektor operacyjny od sabotażu.
⸻
Zakończenie:
I tak legenda żyje dalej.
Brutalnie wyrzucony z biura, ale nigdy z pamięci rynku.
Nie potrzebuje już ajahuaski.
Wystarczy, że napisze:
„Jeszcze nie czas.”
A oni nie śpią przez 3 noce.