zatanawiające są te wszystkie wydarzenia, które nastąpiły po wypłacie dywidendy. Najpierw systematyczne zwalanie ceny PEKu do połowy wartości, a po infie zarządu o o podejrzeniach spekulacyjnych i zawiadomienia KNF - nagłe wybicie o 20%. Mali nie grali - świadczą o tym obroty i pakiety.
Czy grubas który zbijał kurs za wszelką cenę chciał odkupić papier podbijając jego cenę o 20% wartości? kto mu sprzedał tyle papiera? Czy nie zdawał sobie sprawy, że ułatwi tylko robotę KNF?
Myślałem, że sporo o giełdzie wiem, ale jak patrze na to wszystko to wymiękam.
Ma ktoś sensowną odpowiedź na moje wątpliwości?
Proszę tylko o wypowiedzi bez emocji, truizmów i idiotyzmów
- z góry dziękuję.