Forum Ogólne

Kolejna ofiara

Zgłoś do moderatora
Taksówkarz kontra ZUS

20 tys. zł żąda ZUS od Andrzeja Andrzejaka, ten odmawia zapłaty. Skąd ten spór? Taksówkarz nie płacił składek, gdy zawieszał działalność gospodarczą.Ubezpieczalnia przez sześć lat akceptowała procedurę, teraz zmieniła zdanie

60-letni bydgoszczanin od 1991 roku prowadzi własny interes. Sam odprowadza więc podatek i składki ubezpieczeniowe. - Od sześciu lat płacę ZUS-owi według tych samych zasad - mówi Andrzejak.

Rozlicza się na podstawie miesięcznych druków DRA1. - Wiele razy musiałem jednak zawiesić działalność. Zdarzały mi się wyjazdy za granicę, choroby, czasem miałem po prostu uszkodzony samochód. Wówczas wyrejestrowywałem się i składek nie płaciłem - opowiada taksówkarz. - W ZUS-ie nigdy nie kwestionowano prawidłowości mojego postępowania. Nikt nie wymagał ode mnie dokumentów zaświadczających, że we wskazanym czasie rzeczywiście nie jeżdżę taksówką - dodaje.

Zapytaliśmy ZUS, jak należy postępować w chwili zawieszenia własnej działalności. - Trzeba nas o tym poinformować w przeciągu siedmiu dni - tłumaczy Alina Szałkowska, rzecznik zakładu. - Osoba zainteresowana powinna złożyć dwa druki: ZWUA i ZWPA. Poświadczają one fakt wyrejestrowania z ubezpieczeń - dodaje i dopowiada, że płatnik nie jest zobowiązany do przedstawiania innych dokumentów. Nie ma też przepisów prawnych ograniczających częstotliwość wyrejestrowań.

W marcu Andrzejak dostał jednak pismo, że w związku z częstym wyrejestrowywaniem został objęty kontrolą. W kolejnym piśmie ZUS wskazał okresy, w których kwestionuje zawieszenie działalności. Za te okresy naliczono składki - 20 tys. zł. Dlaczego? - Nic nie dzieje się bezpodstawnie - tłumaczy Szałkowska. - Jeśli częstotliwość wyrejestrowań budzi nasze wątpliwości, przeprowadzamy postępowanie wyjaśniające. Płatnik powinien wówczas udokumentować, że w okresie zgłoszonej przerwy działalność faktycznie nie była prowadzona.

Taksówkarz z decyzją się nie zgodził. Sprawa trafiła do sądu. Sędzia nakazała Andrzejakowi zebranie dokumentów zaświadczających, że rzeczywiście czasowo nie pracował.

- Jestem w stanie potwierdzić, kiedy byłem w Petersburgu u chorej matki, bo mam pieczątkę w paszporcie. Ale wizyty u syna w Berlinie już nie udowodnię. Potwierdzę natomiast, kiedy byłem u lekarza. Mam jednak chorobę wieńcową i, niestety, nie udowodnię, czy w kwietniu dwa lata temu miałem zbyt wysokie ciśnienie, by wozić ludzi taksówką! - oburza się Andrzejak. - Gdybym w ciągu tych sześciu lat wiedział, że to jest wymagane, starałbym się zawsze wszystko dokumentować. Teraz czuję się jak przestępca - dodaje.

Koledzy po fachu obawiają się, że wkrótce i do nich trafią podobne pisma. 29 listopada Andrzejaka czeka kolejna rozprawa.

Aleksandra Lewińska


P.S. Cały tekst z podanej wyżej strony. Może warto byłoby skontaktować się z autorką tego materiału ...