Pare prawie złotych okruchów informacji z których, nawet bez Pilabu czy Palantira, co nieco wynika:
1] W 2004 r. Reid Hoffman przedstawił Thiela Markowi Zuckerbergowi, który właśnie rzucił studia, by zająć się swoim pomysłem na serwis społecznościowy. Thiel poczuł, że to będzie coś wielkiego i zainwestował… 500 tys. dol., co wystarczyło na kupno 10 proc. firmy. Chodzi oczywiście o Facebook. Gdyby później Thiel nie pozbył się tych udziałów, na jego koncie widniałoby obecnie dodatkowe… 25 mld dol.! Sprzedał większość udziałów, ale czy jest przez to mniej szczęśliwy? Chyba nie.
2] Obecnie Thiel zarabia inwestując w papiery wartościowe poprzez założony przez siebie fundusz Clarium (zarządza tam
aktywami o wartości 0,6 mld dol.), a także – poprzez Founder’s Fund – w start-upy tworzące potencjalnie rewolucyjne technologie. Spore kontrowersje wywołuje jego firma Palantir (skojarzenia z „Władcą Pierścieni” są jak najbardziej na miejscu), gdyż dostarcza amerykańskiemu rządowi oprogramowanie szpiegowskie (m.in. do zwalczania terrorystów). Pytany, jak to godzi ze swoimi przekonaniami, Thiel odpowiada, że z libertariańskiego punktu widzenia sytuacja, w której buty na lotnisku zdejmują tylko pasażerowie wytypowani przez program komputerowy, jest korzystniejsza, niż gdyby ściągać je mieli wszyscy.
Wnioski:
- właściwy dobór spólek do portfela inwestycyjnego jest trudny nawet dla kogos takiego jak twórca Palantira.
- poczucie wielkości jakie miał Thiel , szacując sens inwestowania w początkowym okresie w Facebooka, dało mu spore zyski ale nie przesuniecie poziomu wyjścia z inwestycji Facebooka po, jego wzroscie na giełdzie o 100 procent, a potem o 150% , czyli niewłasciwe zbyt szybkie ucięcie zysków, było oczywistym błędem. Czy my znamy właściwe techniki znajdowania równowagi miedzy chciwością a strachem? Gdy na inwestycji zyskujemy 100% to warto umieć zgodzic sie nawet na straty 15-20%, i dopiero po ich przekroczeniu wyjsc z zachowaniem 80% zysku. To pozwala dojść w dobrej sytuacji rozwoju i odbioru działań spółki giełdowej na rynku ze wzrostem zysku np 130%. Tu znowu należy podnosić wlaściwy poziom ewentualnego zamkniecie inwestycji.
To pierwsza lekcja ale jest i druga:
Gdy oceniamy inwestycje jako szalenie zyskowną, bo ją rozumiemy, to nawet po wyjściu ( przy pierwszej za dużej korekcie) nie ma powodu , by obrażać się na stałe na taka pozycje w portfelu, i w dogodnym momencie , po stracie notowan nie o 20% (wtedy nastapiło wyjście) , ale ok. 50% warto ponownie przeanalizować ponowne wejście. Wtedy znowu trzeba stosować zasadę nieucinania zysków. itd itd.
Ok, takie przedszkole inwestycyjne na tym forum?
Widocznie noc w pełni i potrzeba rozmowy. Ale po co punkt 2) powyżej?
odpowiedż:
Przy stosowaniu palantira, nie wszyscy zdejmują buty na lotnisku i....NIE WSZYSCY KUPUJĄ AKCJE PILABU :-)
PILA