Gdyby GNB sprzedał podmiotowi zewnętrznemu portfel obligacji SP po cenie nominalnej, udzielając jednocześnie kredytu na zakup tych obligacji, oprocentowanego w wysokości ich rentowności, zabezpieczonego na tych obligacjach, to: 1/. kupujący nie wyłożyłby grosza na zakup i dostałby odsetek od obligacji tyle, ile zapłaciłby odsetek od kredytu na ich zakup. 2/. GNB zarobiłby na kredycie tyle odsetek ile miał za obligacje, ale jego kapitały własne po ich sprzedaży po nominale wzrosłyby o wcześniej pomniejszoną wartość z tytułu ich wyceny - a to było ładnych kilkaset mln. Możliwości są różne, niech główkują.... (dalsza sekurytyzacja, niewykorzystane rezerwy covidowe...)
Pomysł ciekawy, jednak rodzi kilka wątpliwości (też teoretycznie): 1) obligacje S.P. są w aktywach GNB, bo tego wymagali regulatorzy (optymalna struktura aktywów), 2) gdyby kupiec za nominał kupił od GNB obligacje, to musiałby pokazać stratę na nich w SWOIM bilansie (waloryzacja rynkowa) 3) sprzedaż obligacji za ok. 5 mld zł (i udzielony na to kredyt) naruszyłyby reguły "koncentracji" na jednym kliencie
(czysto teoretycznie) 1/. w miejsce sprzedanego pakietu obligacji - obciążającego aktualnie kapitały własne przez wycenę - bank może nabyć analogiczny pakiet w bieżących cenach zachowując strukturę bilansu (przy mniejszym ryzyku konieczności negatywnego przeszacowania w przyszłości - maleje ryzyko dalszego wzrostu rentowności, trochę się wręcz ostatnio cofnęły) 2/. wykazana strata jest przejściowa, do czasu wykupu przez SP - trzeba mieć kupca, któremu to nie przeszkadza. 3/. czy musi to być jeden kupiec??
4/. kredytu może też udzielić "zaprzyjaźniony podmiot", a bank kupi jego papiery, albo zrobi lokatę - to są kwestie techniczne, bardziej chodziło mi o możliwość "uwolnienia kapitałów" czasowo - do wykupu - obniżonych przez wycenę.