REKLAMA
TYLKO NA BANKIER.PL

Nabici w szkodę

2008-12-12 10:29
publikacja
2008-12-12 10:29
Zasady likwidatora szkody są proste. Po pierwsze: nie płać. Po drugie: nie płać. Po trzecie: jak już musisz, to płać jak najmniej i jak najpóźniej. Tyle że Polacy mają dość nabijania w szkodę. W ub.r. do Rzecznika Ubezpieczonych poskarżyło się 7 tys. osób. W tym będzie ich więcej.

„Stłuczka w Poznaniu, rysy w T-trach, dzwon w Krakowie”. A potem? Powinno być „szybka naprawa, satysfakcja klienta”. A często jest „płacz w Łodzi” lub „zgrzytanie zębów w Pabianicach”, by strawersować reklamę PZU. I dotyczy to wszystkich firm ubezpieczeniowych.

– Rachunek jest prosty: albo ty tracisz, albo ja – mówi Krzysztof, jowialny 40-latek, 10 lat pracy w jednej z największych firm ubezpieczeniowych w Polsce. – Każdy oddział jest rozliczany z wypracowanych zysków. Zysk to suma zebranych składek minus wypłacone odszkodowania.

Jeśli będzie zysk, pracownicy dostaną premię. Tym wyższą, im więcej ocali się pieniędzy przed żądającymi odszkodowań klientami.

Likwidatorzy mają swoje patenty, by jak najmniej wypłacić. Jedną z podstawowych metod mieszania klientom w głowie jest używanie „metajęzyka”, pełnego prawniczych zwrotów, z których dla zwykłego człowieka nic nie wynika. No, ale kiedy przeczyta, że brał udział w „zdarzeniu drogowym implikującym skutki prawno-ekonomiczne na tym etapie trudne do oszacowania”, jego chęć polemizowania z ubezpieczycielem spada do zera.

– Generalnie dym… cię już od momentu podpisania umowy – rechocze Krzysztof. – A ty się jeszcze nadstawiasz.

Drobnym drukiem

Weźmy autocasco. Kto czyta regulamin ubezpieczenia liczący kilkadziesiąt stron? Obowiązki klienta opisano jasno, natomiast prawa są rozrzucone po całym regulaminie. Więc nie czytamy, opieramy się na słowach agenta.

– Agent jest na prowizji od składki, a składka AC liczona jest od wartości auta. Agentowi zależy więc, by wpisać do polisy jak najwyższą – tłumaczy Krzysztof.

Dlatego, choć teoretycznie samochód powinien zostać sfotografowany i szczegółowo opisany, bywa z tym różnie. Kiedy agent puszcza do nas oko „wpisujemy więcej”, mamy poczucie bezpieczeństwa. Bo a nuż ukradną samochód. A kiedy rzeczywiście ukradną, idziemy do ubezpieczyciela lekko rozbujanym krokiem cwaniaka, który wykołował ubezpieczalnię. Na ziemię sprowadzi nas miła pani, która poinformuje, że choć płaciliśmy składkę od 50 tys., dostaniemy tylko 40. Bo tyle, według tabel, jest wart samochód.

Jeśli będziemy się mocno awanturować, odwoływać, pisać do Rzecznika Ubezpieczonych, możemy czasami wygrać. Towarzystwo uzna swój błąd i zapłaci. Nie, nie 10 tys. różnicy wartości auta. 100 zł nadpłaconej składki.

– Ale ilu się awanturuje? Większość przyjmuje, że tak musi być – wzrusza ramionami Krzysztof.

Im dłużej, tym lepiej

A jednak. W 2007 r. skarżyliśmy się do Rzecznika Ubezpieczonych prawie 7 tys. razy, w tym roku skarg będzie więcej, bo licznik nabił 6 tys. niezadowolonych tylko w trzech kwartałach. Rzecznik interweniuje, napomina, Sąd Najwyższy wydaje wyroki uznające praktyki ubezpieczycieli za nielegalne i niewiele się zmienia.

Krzysztof: – Zasady ubezpieczyciela szkody są proste. Po pierwsze: nie płać. Po drugie: nie płać. Po trzecie: jak już musisz, to płać jak najmniej i jak najpóźniej.

Owszem reklamowane w telewizji szybkie wypłaty są możliwe. Pod warunkiem że klient weźmie, co dają, i nie zawraca głowy.

– Pierwsze wyceny naprawy robi się zaniżone – tłumaczy.

Ceny części wzięte z sufitu, robocizna skalkulowana na 50 zł za godzinę, choć od lat nie ma w Polsce warsztatu stosującego takie stawki. W Piotrkowie Trybunalskim miejscowy Cech Rzemiosł Różnych wystosował do ubezpieczycieli oświadczenie: „W związku z zaniżaniem stawek przez towarzystwa ubezpieczeniowe informujemy, że zakłady stosują stawki nie niższe niż 70 i 75 zł”. Towarzystwa przyjęły do wiadomości i... naliczają nadal po 50 zł.

Oczywiście możesz się odwołać od wyceny, ale… samochód stoi na parkingu, a ty się tłoczysz w autobusie, marząc, by stać w korku w cieple kabiny swojego auta.

Tymczasem towarzystwo gra na czas. – Twoje dwa pierwsze odwołania odrzucane są z automatu, bez oceny merytorycznej, bez czytania. Wysyła się standardowy formularz: „Po przeanalizowaniu sprawy towarzystwo uznaje Pański wniosek za bezzasadny” – opowiada Krzysztof. Do tego adnotacja, że poszkodowany ma termin 30-dniowy na odwołanie się od decyzji. To też ściema. Kodeks cywilny przewiduje okresy przedawnienia w wymiarze 3, 10 i 15 lat, w zależności od szkody. Ale i tak po dwóch odmowach połowa ludzi daje za wygraną.

Gra o miliony

– Nie ma na ten temat rozporządzeń ani wewnętrznych okólników. Wiesz, co by było, jakby przeciekły do prasy?! – mówi Krzysztof i robi minę parodiującą święte oburzenie. – Nawet na oficjalnych szkoleniach się o tym nie mówi. Zasady poznajesz od kolegów. Po cichu. Wszyscy jedziemy na jednym wózku. Ty spieprzysz sprawę, to ja też nie dostanę premii.

Odmowa wypłaty świadczenia to czas zyskany przez ubezpieczyciela. Co prawda w kodeksie cywilnym stoi, że na wypłatę jest 30 dni.

– Ale towarzystwa informują, że 90 – mówi Krystyna Krawczyk, dyrektor Biura Rzecznika Ubezpieczonych. – Tymczasem jest to termin zarezerwowany dla wyjątkowo trudnych przypadków.

Jednak każda sprawa okazuje się trudna. Likwidator piętrzy trudności. A to brakuje odpowiednich dokumentów, a to policja nie przysyła notatki ze zdarzenia. A klient nie wie, o co chodzi, bo nikt mu nie mówi. Zaś o numer telefonu do prowadzącego sprawę jest trudniej niż o numer słynnej Nokii prezydenta Kaczyńskiego. Może dzwonić sobie na infolinię, gdzie usłyszy, że „sprawa jest rozpatrywana”.

– W skali kraju z takich przetrzymywanych pieniędzy robią się miliony. Można sobie wyobrazić, co z takimi wolnymi środkami hipotetycznie może zrobić zdolny zarządzający, który umiejętnie je zainwestuje – mówi Jacek Wrzosek, prezes kancelarii prawnej Adversum od lat reprezentującej poszkodowanych w sporach z ubezpieczycielami. Teoretycznie każdy klient, któremu nie wypłacono odszkodowania w terminie 30 dni, może naliczyć towarzystwu karne odsetki. Ale kiedy już ktoś dostanie pieniądze, ma tak dość użerania się z towarzystwem, że macha ręką.

Zawsze chodzi o kasę

Ślimaczenie się procedur to norma. Dlatego kiedy towarzystwo zaczyna działać szybko, niczym w reklamie TV, trzeba być podwójnie nieufnym. – Mieliśmy niedoszłego klienta, który nie mógł się nachwalić obsługi – opowiada Jacek Wrzosek z Adversum.

– Pracownicy towarzystwa dotarli do niego i zaproponowali szybkie załatwienie sprawy. Po podpisaniu ugody na koncie klienta pojawiło się 4 tys. zł. Obsługa była szybka i solidna, tyle że według wyliczeń kancelarii, pacjentowi mogło się należeć ok. 100 tys. za trwały ubytek na zdrowiu, rentę, straty rzeczowe. W takich przypadkach niewiele da się zrobić, bo agenci podsuwają od razu do podpisania ugodę o zrzeczeniu się dalszych roszczeń. Podważenie jej w sądzie jest prawie niemożliwe.

– Ale i tak najlepszym patentem na klienta jest szkoda całkowita – uważa Krzysztof. Powiedzmy: ktoś skasował nasz samochód. Auto było warte 30 tys. zł. Koszt naprawy ubezpieczyciel wycenił na 31 tys. zł. Czyli – naprawiać się nie opłaca. Pozostaje wziąć odszkodowanie – 30 tys. zł. – I co jeszcze? – prycha Krzysztof. – Dostaniesz 30 tys. minus wartość wraka. A ten ubezpieczyciel wycenia na 15 tys. Jak chcesz, możesz go sprzedać w częściach na Allegro.

Zrobienie całkowitej szkody opłaca się więc ubezpieczycielom. Dlatego, wyceniając samochód, będą zaniżać jego wartość, a „pompować” koszty naprawy.

– Wycen robi się zawsze kilka, żeby dopasować do scenariusza, który będziemy realizować – opowiada Krzysztof. Te niepotrzebne giną w otchłaniach firmowych niszczarek. Chyba że coś pójdzie nie tak. – Pewne towarzystwo wyceniło samochód klienta na 19,6 tys. zł, a koszt naprawy na 20 tys. – opowiada Dawid Paroll. – Zamówiliśmy niezależną wycenę, z której wynikło, że wartość auta to 22 tys., czyli jest wyższa od kosztów naprawy. I nie ma podstaw do orzeczenia szkody całkowitej.

Kancelaria zażądała więc wypłaty 20 tys., opierając się na kalkulacji naprawy sporządzonej przez ubezpieczyciela. Wtedy okazało się, że to była tylko wycena „orientacyjna”, a rzeczywiste koszty naprawy są zdecydowanie niższe. Warunkiem do zaakceptowania wyższych jest przedstawienie faktur za naprawę i części.

– Klient w ogóle nie ma obowiązku naprawiać samochodu, może sobie postawić wrak w charakterze abstrakcyjnej rzeźby, nikomu nic do tego – przekonuje Paroll. – Natomiast ubezpieczyciel ma obowiązek naprawić szkodę w majątku, jaka powstała w wyniku wypadku.

Sąd Najwyższy wydał orzeczenie w tej sprawie, ale towarzystwa jakby były głuche.

W tym roku z samych ubezpieczeń komunikacyjnych firmy są w stanie ściągnąć ponad 10 mld zł. W obliczu takich kwot nie ma miejsca na sentymenty.

PS Krzysztof jest bohaterem zbiorowym, na jego postać złożyło się kilku agentów towarzystw ubezpieczeniowych, z którymi rozmawiałem na potrzeby tego artykułu.

Konrad Dulkowski
Źródło:
Tematy
Światłowód z usługami bezpiecznego internetu
Światłowód z usługami bezpiecznego internetu
Advertisement

Komentarze (17)

dodaj komentarz
~kro
Nie będę narzekał na swojego ubezpieczyciela (Uniqa), bo jak na razie nie mam powodu: żadnych 'nieprzyjemnych' zdarzeń jeszcze nie miałem, a składki były niskie (tyczy się to 'standardowego' OC, jak i AC). Co do samego artykułu, no to wielkiej prawdy nie odkrywamy, dlatego, że każdy chce zarabiać najwięcej, czyli Nie będę narzekał na swojego ubezpieczyciela (Uniqa), bo jak na razie nie mam powodu: żadnych 'nieprzyjemnych' zdarzeń jeszcze nie miałem, a składki były niskie (tyczy się to 'standardowego' OC, jak i AC). Co do samego artykułu, no to wielkiej prawdy nie odkrywamy, dlatego, że każdy chce zarabiać najwięcej, czyli zazwyczaj odbywa się to kosztem innej strony. A jeśli ubezpieczyciele odkrywają 'lukę', to są instytucje które się powinny tym zająć....
~Juzek
Zawsze jak likwidowali mi szkodę z AC wszystko było wzorowo, likwidatorzy mili i szli na rękę, nie było problemu z wyceną - bo przecież zapłaciłeś za usługę i jak cie źle obsłużą to już nie kupisz u nich AC.

Inaczej jest z OC - tam jesteś intruzem, bo to nie ty placiles za ubezpieczenie - i traktują cię jak intruza - o wszystko
Zawsze jak likwidowali mi szkodę z AC wszystko było wzorowo, likwidatorzy mili i szli na rękę, nie było problemu z wyceną - bo przecież zapłaciłeś za usługę i jak cie źle obsłużą to już nie kupisz u nich AC.

Inaczej jest z OC - tam jesteś intruzem, bo to nie ty placiles za ubezpieczenie - i traktują cię jak intruza - o wszystko trzeba walczyc.
~Eustachy
Drogi Autorze,

Jak już piszesz taki tekst, niech on będzie merytorycznie poprawny. Dopisz trochę szczegółów, tak żeby to merytorycznie miało ręce i nogi.

Niepotrzebnie robisz sensację z tego, że powołuje się własnego rzeczzonawcę - taki jest rozkład ciężaru dowodu. Ubezpieczyciel wypłaca w ramach postepowania likwidacyjnego,
Drogi Autorze,

Jak już piszesz taki tekst, niech on będzie merytorycznie poprawny. Dopisz trochę szczegółów, tak żeby to merytorycznie miało ręce i nogi.

Niepotrzebnie robisz sensację z tego, że powołuje się własnego rzeczzonawcę - taki jest rozkład ciężaru dowodu. Ubezpieczyciel wypłaca w ramach postepowania likwidacyjnego, jesli chcesz więcej - powołujesz. Nie chcesz - nie powołujesz.

kwestia 50 zł i wycen - ciekawe ile dostał Autor od Cechu Rzemiosł za taki lobbing. Wycena oznacza, że nie wykonuje sie naprawy albo wykonuje sie własnymi siłami. Jeśli naprawa jest według rachuniu z warszatatu (na przykład należącego do wspomnianego Cechu), to rozliczana jest według rachunku a nie według wyceny. I o co tu kruszyć kopie?

trochę podstawowej (elementarnej) wiedzy i można przez wszystkie procedury wypłaty odszkodowania przejść bezboleśnie.

trochę chęci i można napisac tekst bez pomocy lobbujących pseudofachowców z Cechu. Wiesz Autorze na czym zależy warsztatowi? Żeby mógł brać kasę na normalnym poziomie i nie wystawiac rachunków. Czyli żeby wyceny były na poziomie umozliwiającycm naprawe w warsztacie - bo wówczas warsztat rachunków nie wystawia, podatku nie płaci etc.

Może przesłać do was do redakcji tekst o tym jak to powinno wyglądać? Ech dyletanci....

Jesli ktos nabija ludzi w szkody to Wy - Autorzy bez przygotowania merytorycznego.


Autor_z_przygotowaniem_merytorycznym
~2kotunia1
Kochani! Moją profesją jest pomoc przy likwidacji szkód ubezpieczeniowych i z przykrościa muszę potwierdzić, że nie ma w Polsce Firmy, która przestrzega zasad i norm prawnych dot. tego tematu. Owszem, zgadzam się z tezą, że ktoś tam dostał "od ręki" prawidłowo naliczne odszkodowanie, ale proszę zwrocić uwagę za co? Za jedne Kochani! Moją profesją jest pomoc przy likwidacji szkód ubezpieczeniowych i z przykrościa muszę potwierdzić, że nie ma w Polsce Firmy, która przestrzega zasad i norm prawnych dot. tego tematu. Owszem, zgadzam się z tezą, że ktoś tam dostał "od ręki" prawidłowo naliczne odszkodowanie, ale proszę zwrocić uwagę za co? Za jedne drzwi, czyli nie wiele, ale jak "ładnie brzmi= szybko i w całości." Wiecie dlaczgo? Bo wysokość szkody niska i warto dać tłumowi igrzyska- jak szybko i dobrze likwidujemy. Przy szkodach dużych zaczynają sie schody.
Szkody majatkowe to jeszcze można "wojować" ale osobowe to już "wyżsaz szkoła jazdy", tutaj każdy powód jest dobry, by zerżnąć klienta. Podam przykład. Śmiertelny wypadek. Za uszkodzenie pojazdu Firma potrąca 30% "za przyczynienie się" ( wyrok sądowy mówi, że jechał z dużą prędkością - brak określenia ile itd) ale ta sama Firma tylko od likwidacji szkód osobowych, potrąca z należności 70%!. Dośpiewajcie sobie sami resztę.
Reasumując. Uważam, że nie wolno "odpuszczać" i walczyć do końca. Nawet do Sądu ( Uwaga!Niektóre Sądy też potrafią "błysnąć" pytaniem do biegłego : "czy wypłacona! kwota wystarczy na naprawę" Kwota jest niższa od wyliczenia kosztorysu sporządzonego zresztą przez Firmę.
Życzę powodzenia w walce z pseudo uczciwymi ubezpieczycielami!!!
~likwidator
nie chce mi się z wami pisać .....
~PZU
Żenujące komentarze osób korzystających z "solidnych" firm (PZU).
~MikeA
PZU od półtora miesiąca co chwile zmienia częsci do wymiany w moim aucie, mało skomplikowana naprawa mogąca trwać maksymalnie trzy dni przeciąga się w nieskończoność...
PZU straciło kolejnego klienta pozdrawiam
~khd
Ile Panowie Wam placa za dodawanie tych piewczych komentarzy na temat zlodziei z TU?
~zy
Póki co płacili mi tylko za to co mi się należało ;) co nie zmienia faktu, że każde ubezpieczenie to "złodziejstwo", nie tylko komunikacyjne ale wszystkie bez wyjątku ze zdrowotnym w ZUS na czele.
~crulik
Chciałbym zauważyć, że problem pojawia się, kiedy doszło do zdarzenia na drodze nie z naszej winy. Wtedy koszty wycenia oraz pokrywa ubezpieczyciel sprawcy, a jeśli ten był ubezpieczony w "taniej" ubezpieczalni, to nic nam nie da to, że my płacimy 2 razy więcej, wtedy musimy się użerać z "agentami" ubezpieczeniowymi Chciałbym zauważyć, że problem pojawia się, kiedy doszło do zdarzenia na drodze nie z naszej winy. Wtedy koszty wycenia oraz pokrywa ubezpieczyciel sprawcy, a jeśli ten był ubezpieczony w "taniej" ubezpieczalni, to nic nam nie da to, że my płacimy 2 razy więcej, wtedy musimy się użerać z "agentami" ubezpieczeniowymi tamtej firmy. Co innego w przypadku AC.

Powiązane: Budżet rodziny

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki