W Republice Środkowoafrykańskiej dochodzi do przeraźliwych zbrodni. Ciężkie chwile przeżywają polscy kapucyni, misjonarze w Republice Środkowoafrykańskiej. Ich placówka została zaatakowana przez muzułmańskich rebeliantów. Duchowni są pozbawieni jakiejkolwiek pomocy. W ogarniętym walkami między muzułmanami i chrześcijanami kraju w ciągu ostatnich 24 godzin zginęło co najmniej 75 osób. Ksiądz z miejscowości Boda relacjonuje, że w jego parafii ukrywa się 1500 ludzi, którzy boją się, że mogą podzielić los innych chrześcijan zabitych przez muzułmańskich bojowników.
Walki to odwet na chrześcijanach. Rebelianci, którzy pochodzą z sąsiadujących z Republiką Środkowoafrykańską krajów zaatakowali misję w miejscowości Ngaoundaye, w której pracują kapucyni i siostry ze Zgromadzenia Służebnic Matki Dobrego Pasterza. Wiele razy prosiliśmy o pomoc wojskową - mówi kapucyn ojciec Benedykt Pączka.
Zakonnicy razem z siostrami schronili się kilometr od misji. Dowiedzieliśmy się, że cztery samochody rebeliantów jadą w naszą stronę." Nie wiemy czy jadą po nas, czy chcą tylko przejechać przez miasto"- dodaje ojciec Benedykt.
Cała grupa czeka na rozwój wydarzeń. Jesteśmy przygotowani, aby uciekać dalej - mówi kapucyn. Duchowni są w towarzystwie innych uciekinierów z miasta. Ludzie zaczęli sami organizować obronę - podkreśla zakonnik.
W Republice Środkowoafrykańskiej jest 39 polskich duchownych. Część z nich obserwowała, jak rebelianci zaatakowali misję w miejscowości Ngaoundaye, w której przebywają. MSZ chce ewakuować misjonarzy, ci jednak zdecydowanie odmawiają.
Kapitan statku zostaje do końca - tak tłumaczą swoją decyzję. Kapucyn brat Tomasz Grabiec powiedział, że obecność zakonników w Republice Środkowoafrykańskiej może przyczynić się do zatrzymania eskalacji negatywnych zjawisk i zaprowadzenia pokoju. Z kolei ojciec Benedykt Pączka w rozmowie z IAR powtórzył, że na razie nie ma mowy o żadnym wyjeździe. "Już nauczyliśmy się jak mamy postępować" - tłumaczył. Dodał, że misjonarze opuszczają miejsce dotychczasowego pobytu, jednak nie wyjeżdżają z kraju. Zakonnicy proszą o przysłanie do nich żołnierzy, którzy zapewniliby ochronę im i grupie zebranych z nimi ludzi. Kapucyni zaznaczyli jednak, że pod względem pozostania w kraju analizowana jest sytuacja sióstr zakonnych.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych wzywa misjonarzy do wyjazdu. To jedyny skuteczny sposób na zapewnienie im bezpieczeństwa - argumentował rzecznik resortu Marcin Wojciechowski. Dziś doszło do spotkania pracowników MSZ z przedstawicielami zakonu Kapucynów. MSZ rozmawiało z misjonarzami, ma listę wszystkich Polaków na miejscu i numery kontaktowe. Do pomocy w ewentualnej jest gotowa Francja. Paryż oferuje też pomoc konsularną.
Minister spraw zagranicznych Francji Laurent Fabius mówi, że są oznaki uspokojenia sytuacji, a oddziały armii afrykańskiej rosną w siłę. Od rozpoczęcia misji francuskich wojsk w Republice Środkowoafrykańskiej mijają dwa miesiące. Wojska zagranicznej misji przejęły kontrolę nad stolicą kraju Bangui, gdzie wcześniej islamscy ekstremiści prześladowali chrześcijan, zabijając ich, torturując, gwałcąc i grabiąc. W odpowiedzi na te zbrodnie chrześcijanie stworzyli własne oddziały, uzbrojone w karabiny i maczety. Niekiedy przeprowadzali też akcje odwetowe na muzułmańskie wioski.
Rebelianci muzułmańscy z ugrupowania Seleka pochodzą z krajów sąsiadujących z Republiką Środkowoafrykańską. Zawiązali sojusz z lokalną milicją muzułmańską i w marcu ubiegłego roku doprowadzili do obalenia rządu.
IAR/dw/vey/ab



















































