System emerytalny nie jest zepsuty. On po prostu działa inaczej, niż myślisz
Większość Polaków wyobraża sobie emeryturę z ZUS jako rodzaj skarbonki: przez całe życie wkładasz, a potem wyjmujesz. To wygodna, ale błędna metafora.
ZUS działa inaczej. Twoje składki nie leżą na osobnym koncie, tylko finansują bieżące wypłaty dla dzisiejszych emerytów. Twoja przyszła emerytura będzie z kolei finansowana przez składki twojego syna, bratanicy albo obcego Ci zupełnie 25-latka, który w tym momencie kończy studia i będzie rozpoczynał pracę na etacie.
Problem w tym, że demografia zmienia te proporcje w złym dla Ciebie kierunku. Polska starzeje się w tempie, które demografowie określają jako jedno z szybszych w Europie. W 1990 roku na jednego emeryta przypadało ponad pięciu pracowników odprowadzających składki. Dziś jest ich trzech. Za 30 czy 35 lat, gdy będziesz przechodzić na emeryturę, ta relacja będzie jeszcze gorsza.
Konsekwencją jest mechanizm, który Komisja Europejska opisała w raporcie „2024 Ageing Report". Stopa zastąpienia w Polsce, czyli to, ile procent ostatniej pensji dostaniesz z ZUS, ma spaść w okolicach 2060 roku do zaledwie 27 procent. Przy przeciętnym wynagrodzeniu oznacza to miesięczną emeryturę w okolicach 1 700-1 800 zł. Tyle kosztują dziś 2 noce w dobrym hotelu dla 4-osobowej rodziny.
Dlaczego właśnie trzydziestka jest kluczowa?
Tu pojawia się pojęcie, które brzmi nudno, ale jest prawdopodobnie najpotężniejszą siłą w osobistych finansach: procent składany. Einstein miał podobno nazwać go ósmym cudem świata. Niezależnie od tego, czy rzeczywiście tak powiedział, mechanizm jest realny i matematycznie nieubłagany.
Kiedy inwestujesz pieniądze i osiągasz zysk, w kolejnym roku zarabiasz nie tylko na pierwotnej kwocie, ale i na zysku z poprzedniego roku. I na zysku z zysku. W krótkim horyzoncie różnica jest niezauważalna, ale w długim, wielodekadowym, robi przepaść.
Osoba, która zaczyna odkładać regularnie w wieku 30 lat i robi to przez 35 lat, zbierze dramatycznie więcej niż ktoś, kto startuje w wieku 50 lat i odkłada przez 15. Nawet jeśli ta druga osoba wpłaca miesięcznie więcej. Matematyka jest po stronie czasu, nie intensywności.
PPK – system, który działa za Ciebie
Państwo stworzyło w 2019 roku narzędzie nazwane Pracowniczymi Planami Kapitałowymi i, jak na polskie standardy, jest to rozwiązanie naprawdę przemyślane. Dlaczego? Bo nie wymaga od Ciebie żadnych decyzji poza jedną: żeby nie rezygnować.
Podstawowa składka to 2 procent twojego wynagrodzenia brutto. Jest to kwota, która znika z wypłaty, zanim ją zobaczysz. Do tego pracodawca dokłada co najmniej 1,5 procent. A państwo co roku wpłaca 240 złotych z własnej kieszeni jako tzw. dopłatę roczną, plus jednorazową wpłatę powitalną 250 złotych na start.
Pieniądze są inwestowane w fundusze zdefiniowanej daty, co oznacza, że im bliżej emerytury, tym bardziej konserwatywna staje się strategia inwestycyjna. Nikt nie wymaga od Ciebie wiedzy o giełdzie. Możesz też dobrowolnie zwiększyć swoją składkę do 4 procent, a nawet wyżej. Im więcej wpłacasz, tym więcej proporcjonalnie dokłada pracodawca (do określonych limitów).
IKZE – ulga podatkowa, o której większość Polaków nie wie
IKZE, czyli Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego, działa inaczej niż PPK. Tu decydujesz sam, kiedy i ile wpłacasz, i sam wybierasz instytucję (bank, dom maklerski, towarzystwo funduszy inwestycyjnych).
Ale ma jedną cechę, która powinna przyciągnąć uwagę każdego, kto rozlicza PIT: każda złotówka wpłacona na IKZE obniża podstawę opodatkowania. Jeśli jesteś w pierwszym progu podatkowym, każde 100 złotych wpłacone na IKZE zwróci Ci przy rozliczeniu rocznym 12 złotych podatku. Jeśli trafiłeś do drugiego progu – będzie to aż 32 złote.
Innymi słowy, państwo dopłaca do twoich oszczędności emerytalnych w formie niższego podatku. Roczny limit wpłat na IKZE to w 2025 roku ok. 11 300 złotych. Pełne wykorzystanie tego limitu przy 32-procentowym podatku to realny zwrot ponad 3 600 złotych rocznie.
Dodatkowo zyski kapitałowe na IKZE są zwolnione z 19-procentowego podatku od zysków kapitałowych, popularnie zwanego podatkiem Belki. W perspektywie kilkudziesięciu lat to różnica, która potrafi być liczona w dziesiątkach tysięcy złotych.
IKE – trzecia noga stołu
IKE, czyli Indywidualne Konto Emerytalne, nie daje ulgi podatkowej na wejściu, w odróżnieniu od IKZE. Ale ma inną zaletę: wypłata po osiągnięciu wieku emerytalnego jest całkowicie zwolniona z podatku Belki, co przy długoletnim inwestowaniu jest bardzo znaczącą korzyścią.
IKE i IKZE warto traktować jako uzupełnienie PPK, nie alternatywę. Eksperci często mówią o „trzech nogach stołu" lub trzech filarach, czyli PPK jako fundament automatyczny, IKZE jako konto z ulgą podatkową, IKE jako elastyczne narzędzie inwestycyjne bez podatku od zysków.
Żadne z tych rozwiązań nie jest skomplikowane. Konto IKZE czy IKE można otworzyć przez internet w kilkanaście minut, w większości dużych banków i towarzystw funduszy inwestycyjnych.
Co z tymi, którzy „nie mają z czego oszczędzać"?
To uczciwy argument, który dotyczy realnej części Polaków. Przy niskim wynagrodzeniu, kredycie i kosztach życia w dużym mieście każda dodatkowa złotówka jest na wagę złota. Ale nawet w tej sytuacji jest jedna rzecz, której absolutnie nie warto robić, czyli rezygnować z PPK.
Jeśli kiedykolwiek złożyłeś rezygnację z programu, co zrobiło bardzo wielu pracowników, często nie do końca rozumiejąc, z czego rezygnują, warto wrócić. Pracodawca ma obowiązek automatycznie ponownie zapisywać pracowników co cztery lata. Ale nie musisz czekać, ponieważ możesz złożyć deklarację przystąpienia w każdej chwili.





















