Brak płynności, do tego gigantyczne długi — jednym słowem podziurawiony okręt, którego jedyną szansą na utrzymanie dziobu nad powierzchnią jest wiara jego marynarzy. Bogata pani kapitan ze wschodu musiałaby inwestować ogromne środki. Pracuje w stoczni — może liczy na to, że gdy skończy się bitwa, wreszcie uda jej się zrealizować zyski.
0,75 grosza za puszkę gwoździ, którą trzyma pan z Polski, to dla marynarzy jak deska ratunku — wierzą, że dzięki niej kiedyś wbiją gwoździe w deski i wyjdą na swoje: 2 zł lub więcej. A wtedy skarbiec się zapełni i nastanie radość.
Na szczęście jestem szczurem pokładowym i przy najbliższej okazji wyskakuję na mokry piach. Jako szczur mam tylko instynkt przetrwania.