W ostatnich dniach inwestorzy otrzymali dwie odpowiedzi spółki CBD (posiadającej 50% udziałów w THC Pharma) na pytania akcjonariuszy dotyczące faktycznej działalności zależnej. Z pozoru to tylko formalne wyjaśnienia, ale ich treść może sugerować, że realna sprzedaż marihuany medycznej przez THC Pharma została już wstrzymana.
Przypomnijmy: w maju 2025 r. spółka poinformowała o pierwszej w historii sprzedaży marihuany medycznej do aptek – chodziło o produkt Tilray 22% THC. W raportach kwartalnych podkreślano, że przychody mają być „skalowalne i rosnące”, a w sierpniu THC Pharma otrzymała kolejne pozwolenia z GIF na import.
Problem w tym, że w odpowiedzi na precyzyjne pytanie akcjonariusza z 22 sierpnia – czy spółka nadal dostarcza Tilray 22% THC, czy już inne produkty, czy może czeka na realizację nowych pozwoleń – zarząd odpowiedział całkowicie wymijająco:
„THC Pharma w chwili obecnej na bieżąco prowadzi rozmowy z innymi importerami konopi medycznych, aby realizować dystrybucję swoimi kanałami. Kolejne pozwolenia powinny umożliwić także sprzedaż nowych produktów, jednakże (…) import może w ogóle nie dojść do skutku.”
Ani słowa o tym, że Tilray 22% THC nadal trafia do aptek. Jedynie ogólniki o „rozmowach z importerami” i „możliwościach w przyszłości”. Trudno to odczytywać inaczej niż jako sygnał, że sprzedaż Tilray została już zakończona – lub ma tak marginalny charakter, że spółka woli mówić o perspektywach niż o stanie bieżącym. Gdyby sprzedaż faktycznie trwała w skali istotnej, można się spodziewać, że zarząd podkreśliłby ten fakt jako sukces.
To rodzi poważny rozdźwięk między narracją giełdową a rzeczywistością operacyjną. W raportach eksponuje się liczby – pozwolenia na setki czy tysiące kilogramów, zapowiedzi „rosnących przychodów” – natomiast w odpowiedziach na pytania inwestorów dominuje asekuracja i stwierdzenia, że import „może w ogóle nie dojść do skutku”.
Jeśli faktycznie Tilray 22% THC już nie trafia do aptek, to znaczy, że jedyna dotychczasowa próba realnej sprzedaży marihuany medycznej przez THC Pharma miała charakter krótkotrwały i symboliczny. To także tłumaczy dlaczego w II kwartale przychody spółki zależnej wyniosły zaledwie kilkanaście tysięcy złotych – kwotę, która bardziej pasuje do testowej partii niż do regularnego biznesu.
Dla inwestorów najważniejsze pytanie brzmi: czy THC Pharma rzeczywiście zbuduje stabilny kanał dystrybucji i realny rynek zbytu, czy pozostanie w sferze komunikatów o „potencjalnych możliwościach”, bez faktycznych dostaw?