Ten jeden manewr, nie do powtórzenia już raczej - miał finansowo i wizerunkowo pokazać, że AIG to spółka zarabiająca na gamingu, a nie na sprzedaży własnych akcji czy obligacji (z wykupem poprzez wymianę na akcje). Dla jakiejś grupy ograniczonych umysłowo to może wystarczy, ale ta grupa jest zbyt mała, żeby jako tako trzeźwo myślący, nabrani, którzy w szale wzrostów gamingu rok temu mogli spokojnie zejść z tej wspaniałej inwestycji, nie wspominając już o „akcjonariuszach” poobligacyjnych - z przymusu, no i samych drukarzach, czekających na swoje dziesiątki milionów złotych z kapelusza.