>>To teraz napisz do Kamińskiego, Wasika i wytłumacz im kto to jest więzień polityczny.<<
To wcale nie jest takie czarno-białe, jak ci się wydaje. Pamiętaj, że na całym świecie – nawet na Białorusi – nikt nie siedzi z wyrokiem „za bycie opozycjonistą”. Każda władza, żeby kogoś zamknąć, musi mu przypisać konkretny paragraf z kodeksu karnego. Poczobut siedzi oficjalnie za „ekstremizm”, a nie za poglądy. Więc jeśli będziemy patrzeć tylko na suche papiery, to według białoruskiego prawa on też jest „zwykłym przestępcą”.
Różnica polega na tym, czy ufamy sądom. Problem w Polsce polega na tym, że ten fundament zaufania pękł. Jeśli połowa kraju uważa sądy za upolitycznione, a sam Premier na konferencjach zapowiada, kogo i za co trzeba rozliczyć, to te procesy automatycznie stają się polityczne. Nawet jeśli ktoś faktycznie coś przeskrobał, to sposób, w jaki władza go ściga – używając całego aparatu państwa przeciwko konkretnym przeciwnikom – sprawia, że definicja więźnia politycznego przestaje być taka oczywista.
Zamiast licytować się na nazwiska, warto zauważyć mechanizm: jeśli prawo jest używane jako oręż do wycinania przeciwników, a nie jako obiektywna waga, to granica między „skazanym politykiem” a „więźniem politycznym” po prostu znika. I właśnie w takim punkcie jako państwo dzisiaj jesteśmy.