Porównywanie rzezi wołyńskiej do zbrodni oddziału „Burego” nie ma sensu, ponieważ te wydarzenia różniły się wszystkim: skalą, celem, poziomem brutalności i tym, jak traktują je dzisiaj oba państwa. Na Wołyniu ukraińscy nacjonaliści prowadzili zaplanowaną i masową czystkę etniczną, w której zamordowali około 100 tysięcy polskich cywilów. Ta zbrodnia wyróżniała się wyjątkowym, wyrafinowanym okrucieństwem, ponieważ ofiary, w tym kobiety i niemowlęta, były przed śmiercią torturowane i zabijane w bestialski sposób przy użyciu narzędzi gospodarskich, takich jak siekiery, piły czy widły. Tymczasem akcja oddziału „Burego” na Podlasiu, choć była straszliwą tragedią, dotyczyła kilku wsi, w których zginęło 79 osób, i była samowolnym działaniem jednego dowódcy, a nie efektem odgórnego planu polskiego podziemia mającego na celu bestialskie wyniszczenie całego narodu.Kluczowa różnica dotyczy też dzisiejszej pamięci, ponieważ na Ukrainie dowódcy UPA mają oficjalny status bohaterów państwowych, a ich kult jest wspierany przez prawo. W Polsce „Bury” nie jest bohaterem narodowym, a państwowa instytucja, jaką jest Instytut Pamięci Narodowej, oficjalnie uznała jego czyn za zbrodnię o znamionach ludobójstwa. Marsze w Hajnówce organizuje skrajna, prywatna organizacja, a nie polskie państwo, i te wydarzenia co roku budzą sprzeciw oraz protesty większości społeczeństwa i lokalnych władz. Wykorzystywanie postaci „Burego” do usprawiedliwiania lub pomniejszania tak potwornej, zmasowanej i okrutnej czystki etnicznej jest po prostu manipulacją, która miesza fakty i ignoruje ogromną różnicę w skali.