Witajcie. Święta, święta i po świętach, brzuchy ciężkie z przejedzenia, cholesterol w górę, jelita przeciążone...
Ale mam też dobre wieści. Wróciłem z kościoła, gdzie sympatyczny, gruby ksiądz, miał homilię o beznadziejnych przypadkach.
Jej sens był taki, że gdy człowiek wpadł w kibel po uszy, zawsze jest nadzieja, że go labryga nie potopi.
Oby to miało przełożenie na nas, wisielców eksporcinowych.
Do siego roku!