Nic nie stało na przeszkodzie żeby wydatki dostosować do przychodów z dotacji. Efekt byłby taki sam - brak działającej technologii, ale długów byłoby o 80 mln zł mniej.
Ale dług został pociągnięty, wydany na wielomilionowe zarobki, lansowanie na targach, reklamę nieistniejących produktów. I jak przyszli wierzyciele po spłatę, zaczął się płacz i tupanie nóżką.