To oczywiście nie jest jedyne wyjaśnienie, ale teoretycznie układa się logicznie.
Firma jest w pełni, najlepiej jak się da przygotowana do przejęcia, dla kogoś kto jest zainteresowany rynkiem poznańskim.
1/. pozbyli się fabryki,
2/. pozbyli się działki w Wiśle,
3/. pozbyli się działki w Warszawie,
4/. są w trakcie pozbywania się drugiej działki w Warszawie (umowa przedwstępna - czekamy na finał),
5/. nie pozbyli się żadnych aktywów z Poznania, tylko wszystkie uruchomili,
6/. każdy projekt w Poznaniu ma swoje zabezpieczone finansowanie (Jasielska I etap, Jasielska II etap, Ptasia, no Biedrusko nie ma ale jeszcze jest wcześnie na nie)
7/. Dodatkowo wolne środki - linia w banku, obligacje,
to wygląda jak gotowiec ze zbudowaną maksymalną wartością dodaną na sprzedaż dla klienta na rynku poznańskim.
oczywiście, może po prostu dobrze zarządzają i postawili tylko na Poznań.
Chodzi mi tylko o to, że gdyby przypadkiem sprzedali firmę (raczej nie po 60 zł, tylko grubo ponad 100zł/akcję), bo czas na emeryturę na Florydzie, to nowy główny musiałby ogłosić wezwanie na resztę po cenie przynajmniej takiej, jak zapłacił sam - czyli dużej.
Pewnikiem to myślenie życzeniowe, ale pewne rzeczy które się dzieją, zwiększają prawdopodobieństwo takiego rozwoju wypadków.