Dzięki.
Przekopałem główne media społecznościowe, rozmawiałem z traderami i inwestorami, sprawdziłem też, co dzieje się na LinkedIn — i szczerze mówiąc, pesymistyczne nastroje widzę tylko tutaj.
Poza tym miejscem nie ma tej paniki, którą obserwujemy na forum. Podejście jest dużo bardziej wyważone, momentami wręcz spokojne. To daje do myślenia.
Często jest tak, że największy strach pojawia się lokalnie — w naszej „bańce” — podczas gdy szerszy rynek zaczyna już patrzeć kilka kroków do przodu.
A historia pokazuje jedno: kiedy większość widzi tylko ryzyko i spadki, bardzo często jesteśmy bliżej dołka niż szczytu.
Nie twierdzę, że to dokładnie ten moment — ale jeśli sentyment jest tak jednostronny jak teraz, to statystycznie jesteśmy w strefie, gdzie bardziej opłaca się szukać okazji niż panikować.