Główną przyczyną stagnacji gospodarki Japonii jest wysoka skłonność Japończyków do oszczędzania:
Dodatkowe kredyty kreowane przez prywatne banki jeszcze też w długofalowy sposób oddziałują szkodliwie na dynamikę gospodarki. Mianowicie, stały wzrost kapitałów pożyczkowych powoduje systematyczne spychanie w dół akumulowanej stopy zysku. Na takim etapie znalazła się współcześnie gospodarka Japonii. Japonia po II wojnie światowej była zrujnowana gospodarczo. Japończycy musieli bardzo oszczędzać, aby szybko odbudować zniszczoną wojną gospodarkę. Gdy im się to udało, postanowili równie szybko dogonić najlepszych, przede wszystkim Amerykanów. Skuteczną metodą okazała się merkantylistyczna polityka w handlu zagranicznym oraz finansowania inwestycji z wysokich oszczędności wewnętrznych. Ten etap Japonia również zrealizowała pomyślnie, sadowiąc się pod koniec lat 80. XX wieku na drugim po Stanach Zjednoczonych miejscu wśród najwyżej rozwiniętych gospodarczo krajów świata. Od osiąganych sukcesów w gospodarce Japończycy dostali zawrotu głowy. Chełpili się, zapowiadając, że w najbliższym czasie zdystansują też największą potęgę gospodarczą, Stany Zjednoczone. Nie zdołali, bo wszystko się nagle załamało. Dlaczego? Bo nie mogli już dalej aktywizować wzrostu gospodarki poprzez prowadzenie merkantylistycznej polityki eksportowania nadwyżek produkowanych towarów. Odtąd należało stymulować dalszy rozwój gospodarki poprzez aktywizowanie wewnętrznej konsumpcji. Niestety, wśród Japończyków nawyk wysokiego oszczędzania tak bardzo się utrwalił, że nadal należą do najbardziej oszczędnych narodów i nie potrafią żyć w dobrobycie, na jaki pozwalałby wytwarzany dochód. Tymczasem nadmierne oszczędności hamują wzrost i duszą gospodarkę w stagnacji. Czyżby Japończycy nie znali "Bajki o Pszczołach" (The Fable of the Bees), którą na początku XVIII wieku napisał i opublikował myśliciel polityczny i satyryk Bernard de Mandeville (1670 - 1733)?