wacio...
po pierwsze - myślisz tylko, że myślisz...
po drugie - możesz sobie fantazjować, czy papier miałem lub mam, tyle twojego, masz prawo do swych spekulacji, które mnie tylko bawią...
po trzecie - dla poprawiania sobie samopoczucia z powodu własnej wtopy, możesz sobie przypuszczać, że straciłem na dacie (a takie wpisy zawsze mnie rozbawiają)...
po czwarte - za wiochmeństwo uważam nieweryfikowalne chwalenie się na forach zyskami lub wypłakiwanie się z powodu strat...
po piąte - to, co o mnie myślisz, jest twoje i chyba wiesz, gdzie i jak głęboko mam twoje spekulacje na mój temat (ani ty pierwszy, ani ostatni psycholog amator usiłujący dociec, o co chodzi wykresowi)...
po szóste - nie masz, w przeciwieństwie do mnie, rzetelnej naukowej wiedzy nt. psychiki ludzkiej, bo gdybyś ją miał, nie kompromitowałbyś się stereotypowym pisaniem o tym, co ci się wydaje...
po siódme - nigdy tu się nie obrażałem na nikogo, bo skoro jestem na tym forum, niejako z definicji godzę się z faktem, iż ty lub jacyś abderyci będą usiłowali mnie obrażać, wjeżdżać na ambicję, podchwytliwie pytać, snuć spekulacje itp. (a to ja z ich wpisów dowiaduję się więcej o autorach niż oni o mnie, a do tego czasem specjalnie piszę tak a nie inaczej z intelektualną prowokacją, by ty czy tobie podobni wyciągali właśnie schematyczne i powierzchowne wnioski nieadekwatne do rzeczywistości)
po ósme - mam nad tobą wielopłaszczyznową przewagę: w wiedzy psychologicznej (szczególnie w wiedzy o mechanizmach obronnych osobowości i samowiedzy), w wiedzy o dacie (jako spółce i tym, co dzieje się z kursem), w umiejętnościach językowych, w dystansie do siebie i swoich inwestycji, w odporności psychicznej i jeszcze kilku wymiarach...
tak więc to, czy mnie negujesz, czy nie - dla mnie nie ma żadnego znaczenia, może mieć najwyżej dla ciebie, skoro zależy ci na poczuciu zdobycia pewności, że trafnie mnie oceniasz i udowodnianiu mi tego...
a tak nie jest i tylko ja wiem, w czym i dlaczego się mylisz... ;)
ja nie muszę prosić o to, by pisano mnie - to inni, jak ty, mają przymus pisania do mnie lub o mnie, dając mi wielokrotnie powód do rozbawienia...