Coś jest w tym co piszesz. Jak się dobrze przyjrzeć, to większość z sił wyzwoleńczo-denazyfikacyjnych operujących na Ukrainie bardziej przypomina mongolskich pastuchów niż współczesnych Szwedów czy Norwegów. To oczywiście czysty przypadek - bo przecież prawdziwa potomkini dumnych ruskich vikingów (która dała potomstwo prażące się dzisiaj w spalonych T-72) nigdy by nie dała d...y mongolskiemu pastuchowi. No chyba że pod przymusem ... który trwał lat coś tak około lat dwieście.
I tak sobie to trwało, Rosja przeszła "kurację" genetyczną a świat cywilizacji zachodniej był bezradny wobec hord nomadów - do czasu, kiedy ktoś wymyślił, jak da się zastosować w praktyce broń palną ładowaną odtylcowo. A później był Krym 1854 i Omdurrnan w 1998. A później rozwinięcie - 1905 rok, kiedy skośnoocy japońscy "barbarzyńcy" udowodnili, że chociaż oczki mają skośne, to z celowaniem im idzie całkiem nieźle... i jeszcze rozumieją co to znaczy artyleria i torpedy.... A na koniec carowie (i ich rodziny) poszli w h.ui.
Ps.
Jeśli się to rozwinie tak jak myślę (chociaż jak najbardziej tego nie chcę) to jestem akurat 4 kilometry od epicentrum
Za srtary już jestem, żeby robić za tułacza - ale mam prośbę. Dopilnujcie żeby po tym, jak Warszawa zmieni się w radioakkywny parking ktoś przypilnował tego, aby nikt mówiący po rosyjsku już nigdy więcej nie chodził po tej ziemi.
Obym się mylił (jak zawsze)