przypomina mi to sytuację z Titanica, gdzie jedni robią co mogą, aby przezyć, aby znaleźć się na jakiejkolwiek szalupie (ja juz siedze i dziekuje sobie ze nie poniosl mnie romantyzm gwieździstego nieba),
a inni wychodza na pokład i zaczynaja grac...
i zachwycając się, jaka piękna katastrofa...