Był tam m.in. Lech Wałęsa. Na klatce schodowej powiedział, że uczestniczenie w tym strajku to nie jest dobry pomysł. Doszło do wielkiej awantury, wręcz przepychanki. Wałęsa został okrzyknięty agentem. On wtedy się odwrócił i odszedł. Zrozumieliśmy, że nie można na niego liczyć. Tym bardziej było nasze duże zaskoczenie, kiedy pojawił się w stoczni na strajku - wspominał Zborowski.
Według relacji Złotkowskiego, Wałęsa chciał zakończyć strajk 28 sierpnia. "Miało to nastąpić o 19.30 w reżimowej telewizji. Kiedy ludzie z MKS-u się o tym dowiedzieli, to tak długo przetrzymywali Wałęsę, że nie zdołał tego wywiadu nagrać" - wyjaśnił.
Zborowski pamięta, że gdy 16 sierpnia strajk został zakończony i robotnicy masowo zaczęli wychodzić ze stoczni, Borusewicz nakazał Wałęsie, aby ten kontynuował strajk. - Ten dwukrotnie odmówił. Zrobiła się wrzawa. W końcu kilku stoczniowców wzięło Wałęsę za ręce wsadziło na wózek akumulatorowy