Tak, liczba zakażeń i podejrzeń dynamicznie rośnie. Oficjalne raporty Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) i Africa CDC wprost wskazują, że mamy do czynienia z trendem wzrostowym, a rzeczywista skala epidemii najpewniej przewyższa to, co trafia do oficjalnych statystyk laboratoriów.
Wpływ na ten stan rzeczy ma kilka kluczowych czynników:
1. Rosnąca liczba zgłoszeń syndromicznych
W prowincji Ituri (głównym ognisku w DRK) odnotowuje się coraz więcej tzw. zgłoszeń syndromicznych. Są to przypadki osób wykazujących pełne objawy kliniczne eboli (krwotoki, wysoka gorączka, gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia), które czekają na weryfikację laboratoryjną. Oficjalne dane cząstkowe mówią już o co najmniej 246 przypadkach podejrzeń.
2. Bardzo wysoki wskaźnik pozytywnych testów (High Positivity Rate)
WHO bije na alarm z powodu statystyk pierwszych losowych analiz. Przykładowo, w strefie zdrowotnej Rwampara aż 8 na 13 pobranych losowo próbek dało wynik pozytywny dla rzadkiego szczepu Bundibugyo. Tak wysoki odsetek potwierdzeń w testowanych grupach świadczy o tym, że wirus krąży w społecznościach na szeroką skalę.
3. "Niewidzialne" transmisje i zgony w społecznościach
Służby epidemiologiczne oficjalnie potwierdzają występowanie nietypowych klastrów zgonów w lokalnych wioskach i małych miasteczkach w Ituri oraz Północnym Kiwu. Ludzie umierają przed dotarciem do placówek medycznych, co oznacza, że łańcuchy transmisji rozwijają się bez nadzoru sanitarnego. Dotyczy to również personelu medycznego – odnotowano już śmierć m.in. czterech lokalnych pracowników ochrony zdrowia.
4. Rozprzestrzenianie geograficzne
Dynamikę wzrostu potwierdza fakt, że wirus przestał być problemem wyłącznie lokalnym (wiejskim). W ostatnich dniach odnotowano niezależne, potwierdzone laboratoryjnie przypadki zakażeń u osób podróżujących z DRK, m.in. w Kampali (stolicy Ugandy), a sieć kontaktów pacjentów w dużych ośrodkach miejskich dopiero jest mapowana.