Dzięki chłopaki za odpowiedź. Kolego pp - niepotrzebna te wycieczki osobiste. Kupiłem wtedy cztery spółki - z trzema trafiłem i zarobiłem, na tej straciłem. Tak bywa, To były moje pierwsze kroki. Lekcja jest, jakieś tam wnioski wyciągnięte. Póki spółka jest notowana to jeszcze nic nie straciłem tylko moja wycena jest niższa (to chyba słowa Czarneckiego gdy ktoś mu mówił, że jego majątek maleje, a on odpowiedział, że nie sprzedał ani jednej akcji, więc wciąż ma tyle samo tylko, że wycena inna).
A poza tym - nie każdy zarabia. Przecież żeby ktoś zyskał ktoś musi stracić. Na tej spółce to byłem ja. Ale fakt - teraz są jakieś środki to może się podszkolę i znów w coś wejdę.
I jeszcze jedno - mam swoją teorię ;). Otóż można być najlepiej wyszkolonym, ale jeśli się kapitał rzędu 3 tys to twój ruch na akcjach i tak będzie widoczny na 6 miejscu po przecinku albo jeszcze dalej. Więc nawet jeśli jakaś spółka dobrze rokuje, ma świetne wyniki finansowe to jeśli ktoś z milionami uprze się żeby jej akcje spadały (założenie czysto hipotetyczne) to spadną. A jeszcze łatwiej podnieść kurs (choćby czysto spekulacyjnie) dla kogoś kto ma "furę" kapitału. To oczywiście może i wbrew logice, ale jeśli odrzucić racjonalność to jest to możliwe. Z trzema tysiącami w kieszeni my jesteśmy hazardzistami - możemy tylko liczyć, że postawimy na dobrego konia. Tym razem ten koń okazał się zwykłą chabetą ;)
Jeszcze raz dzięki za odpowiedzi. Jako urodzony optymista liczę, że za 10 lat kurs pójdzie w górę i może odzyskam zainwestowany kapitał. No cóż - za marzenia nie karzą, więc sobie marzę ;)