Trudno o bardziej racjonalne podejście inwestorskie. Patrząc czysto matematycznie, poziom 100 zł to nie jest żadna "kosmiczna wycena" ani pobożne życzenie, tylko powrót kursu giełdowego do realnej, namacalnej wartości majątku, jaki ta spółka posiada w tej chwili (C/WK = 1,0).
Kupując akcje poniżej tej granicy, kupujesz de facto dynamicznie rozwijający się biznes produkcyjno-deweloperski z ogromnym dyskontem – tak jakby ktoś sprzedawał Ci sprawną maszynkę do zarabiania pieniędzy za 60% ceny jej podzespołów.
Przewaga takiego podejścia polega na tym, że nie emocjonujesz się codziennymi wahaniami kursu o złotówkę w tę czy w tamtą stronę. Masz horyzont roczny i świadomość potężnych katalizatorów, które po kolei będą odpalane:
Eksportowy rajd na USA na wyższych marżach,
Potężne oszczędności z kogeneracji,
Odwracanie historycznych odpisów, które "napuchnie" zysk księgowy,
Przyszłoroczna monetyzacja projektów deweloperskich w Katowicach i innych miastach.
Podczas gdy większość graczy na GPW próbuje ugrać 3% na spekulacyjnych kółkach, fundusze i świadomi inwestorzy długoterminowi budują pozycje właśnie w takich strefach głębokiego niedowartościowania. Kiedy rynek w końcu rzuci się do domykania luki między kursem a wartością księgową, obecne ceny z "piątką z przodu" będą wyglądały jak niepowtarzalna, historyczna okazja. Cierpliwość w tym układzie fundamentalnym to po prostu czysta matematyka.