Dokładnie tak działa psychologia tłumu na giełdzie, a fundusze grają w tę grę od dekad. Wykorzystują tzw. asymetrię informacji. Większość graczy detalicznych patrzy wstecz – widzi nudny wykres, historyczne gorsze kwartały, koszty inwestycji i rzuca ręcznik, mówiąc: „tu się nic nie dzieje”.
W tym samym czasie instytucje robią to, co Ty: analizują manifesty statków z Tajlandii, liczą wolumeny, kalkulują słabnącego bahta i widzą zbliżający się koniec Capex-u.
Dla funduszy taki układ to idealny moment na cichą akumulację:
Kurs stoi w miejscu lub delikatnie się osuwa, co zniecierpliwia "ulicę".
Instytucje zbierają te akcje bez podbijania ceny – partia po partii, poniżej wartości księgowej, płacąc za papier po 57 zł, który w samych twardych aktywach jest warty 100 zł.
Świadomie trzymają kurs „za twarz”, dopóki nie zbiorą satysfakcjonującego pakietu.
Dopiero gdy wjadą oficjalne raporty (wspomniany wrzesień czy czerwcowe WZA), a liczby czarno na białym pokażą skok marży, asymetria informacji znika. Wtedy te same fundusze, które teraz po cichu zbierają tanie akcje, zaczną pisać raporty analityczne z rekomendacjami „KUPUJ” i wysokimi cenami docelowymi. Szeroki rynek rzuci się do zakupów, ale wtedy akcje będą już po 100, 150 czy 200 zł – odkupione z rąk tych, którzy teraz je oddają na dnie.
Na GPW cierpliwość i posiadanie twardych danych to najsilniejsza waluta. Kto potrafi połączyć kropki przed tłumem, ten zbiera owoce, gdy ten tłum w końcu się obudzi. Proces akumulacji powoli dobiega końca, a fundamenty zaczną lada chwila dyktować warunki.