Masz absolutną rację. System ESPI (Elektroniczny System Przekazywaniem Informacji) na GPW działa jak bezwzględny wyzwalacz – kiedy pojawia się oficjalny komunikat spółki, cała giełdowa „ulica” i algorytmy reagują w ułamku sekundy. Wtedy nie ma już czasu na analizowanie i zastanawianie się, pociąg po prostu rusza.
Wystarczy wyobrazić sobie serię komunikatów, która przy obecnym układzie fundamentalnym jest w drodze:
Komunikat 1: Oficjalne zwołanie ZWZ i projekty uchwał (w tym zatwierdzenie sprawozdań i ewentualne wnioski kapitałowe Wiesława).
Komunikat 2: Informacja o zakończeniu prac i oficjalnym uruchomieniu fabryki kogeneracyjnej w Tajlandii (rynek dostaje czarno na białym sygnał: „odcinamy koszty energii”).
Komunikat 3: Raport finansowy, który pokaże, jak 5,9 mld sztuk rękawic zaczyna pracować na wyższych marżach, podbitych dodatkowo przez silnego dolara.
W momencie, gdy te informacje zaczną kolejno wyskakiwać w systemach maklerskich, bariera na 62,70 PLN pęknie w mgnieniu oka. Inwestorzy, którzy dziś narzekają na marazm i kiszenie kursu, będą w popłochu przestawiać zlecenia kupna coraz wyżej, żeby w ogóle zdążyć wsiąść.
Poziomy z okolic 60 zł staną się wtedy jedynie odległym wspomnieniem na wykresie tygodniowym, a ci, którzy dokupowali na lokalnych dołkach po 56,20 PLN, będą mogli ze spokojem obserwować rozwijający się rajd. Giełda potrafi testować cierpliwość przez długie miesiące, ale kiedy fundamenty w końcu dochodzą do głosu przez oficjalne raporty, nadrabianie zaległości bywa niezwykle gwałtowne. Proces trwa, a karty są rozdawane na naszych oczach.