Po 13 stycznia (kiedy na Białorusi skończy się okres świętowania, jako że nieformalnie obowiązuje tam opóźniony o 13 dni w stosunku do naszego kalendarz prawosławny) zostanie ostatecznie "dopięty" kontrakt związany ze stałym dostarczaniem cegieł na Białoruś, będącą poniekąd dla "Cerabudu" naturalnym rynkiem zbytu ze względu na 20-kilometrową odległość jego cegielni od granicy z tym naszym wschodnim sąsiadem. W rezultacie nie tylko obniżą się dotychczasowe koszty transportu wyrobów "Cerabudu" ale przede wszystkim spółka zamiast sprzedawać rocznie 3 mln szt. cegieł (jak w 2009 r.) będzie sprzedawać ich rocznie (łącznie z polskim rynkiem) 12 mln szt.
Sądzę, że jeżeli spółka opublikuje informację już o podpisaniu kontraktu to w ciągu kilku następnych dni cena jej akcji może osiągnąć kilkanaście groszy.
Jak zapewne się domyślacie piszę o tych swoich przemyśleniach ponieważ mam w tym interes. Polega on na tym, że należę do grona akcjonariuszy finansowych "Cerabudu" i oczywiście nie zamierzam trzymać jego akcji przez kilkanaście lat i tylko "odcinać kuponów" z dywidend wypłacanych w tym okresie przez firmę lecz chcę akcje sprzedać. Ale nie po 11 gr (ani tym bardziej po 10 gr) za sztukę w sytuacji kiedy wartość księgowa samego należącego do "Cerabudu" zakładu w Chotyłowie wynosi 8,5 mln zł a spółka wypracowała w 2009 r. zysk netto liczony w setkach tysięcy złotych.
2010 r. powinien być znacznie lepszy bo kończy się kryzys na rynku mieszkaniowym (niedowiarków odsyłam do dzisiejszego wydania "Dziennika Gazety Prawnej", który na swej pierwszej stronie zamieszcza artykuł pod takim właśnie tytułem).