Ach witaj Jaskojewiczu Mężu w sprawie wiernym
Umysł Twój niczym poranne rosie spoczywa
W blasku słońca wschodzącego błyszczac jak skarb
W nadziei nienaruszonej spoczywa mądrość stara
Niechaj dąb tysiącletni nienaruszony się zieleni
W cień swe liście oddaje w upale schronienie w dzień
Twój głos jak potok górski rwącą wciąż potęgą
Niosąc siłę w słowach w życiu wszendzie dźwiękiem
Jam jak Prometeusz do skały przymknięty.
Sępy dziobią w sercee w trzewiach cierpień spadku!
W oddali hieny śmiech się niesie w przestrzeni
Jam w tęsknocie jak w smach wciąz o wzroscie trwam
To nie biadolenie, to pieśń mego serca
Z duszy mej płynie żal co nie zna końca.
Mówicie tonie? Mówicie, że nie znam dnia?
Co wy tam wiecie? Co wiecie, kto z nas zstąpi na dno!
Wiadrami wylewać? Rada mądra, więc przyjmuję
Jam pozostanę, w oczekiwaniu trwając,
Jak Syzyf wciaż toczyc kamien w obłoków cień
Gdy wroci do mnie w końcu gałązka oliwna jam powstane!
Kiedy minie? Kiedy to skończyć się ma?
O Wielki Jaśnie Panie pytam ja!
W krwi i pocie tonę, w cierpieniu dni,
Ale marzenia me wciąż wciaż żyja w snach!
Chciałbym podzielić się również eleganckim utworem by wnieść trochę kultury,poezji elegancji w to zacne środowisko jakie. Jest to forum.
Z Całym szacunkiem Wasz
Brzęczyszczykiewicz.