Witam,
Tak czytam te wszystkie wpisy i widzę, że poziom dyskusji po obydwu stronach jest poniżej krytyki. Jak to możliwe, że "doradcy finansowi" zatrudniani przez Efect piszą w taki sposób, że wstyd się przyznać do tego, że reprezentowałem firmę Efect przez ponad rok czasu! Nie będę nawet pisał o asertywności, elokwencji czy jakimkolwiek dobrym wychowaniu. Ale wracając do meritum...
Nie dziwię się ani jednej stronie (obecnym pracownikom Efect-Phinance) ani drugiej (byłym pracownikom). Niestety wiele osób zbyt mocno zaufało i stąd to rozgoryczenie byłych pracowników. Z drugiej strony Pan Filip J. i jego świta nie zostawi na nikim suchej nitki i zawsze znajdzie pomysł na opłukanie się z wiadra pomyj (w wielu przypadkach bardzo słusznych) i wyjście obronną ręką. Dlatego zmiana nazwy to dobre rozwiązanie, oczywiście dla Nich.
Pracuję w tej chwili jako kierownik jednej z liczących się firm w Polsce. I szczerze współczuję zarówno pracownikom obecnego Phinance, jak i wszystkim ich Klientom. W końcu mogę nazwę mojej firmy wymówić z dumą i nie bać się, że ktoś już za samo przedstawienie się, skąd jestem, zbeszta mnie z ziemią. A zarobki, do których musiałem dojść z ciężką pracą po kilku latach, w końcu są stałe, pewne i na tyle bezpieczne, że nie musze nikomu nic wciskać i "wypracowywać" potrzeby inwestycyjne ludziom, którzy np. chcą kredyt.
Świat należy do ludzi rozważnych, którzy wiedzą, że bogactwo nie leży w pieniądzach, ale w tym, jaką wiedzą dysponują. Mimo wszystko nie żałuję, że byłem w Efekcie, dzięki temu doceniam moją obecną pracę. Zyskałem też świadomość, w jaki sposób można komuś robić wodę z mózgu i obiecywać gruszki na wierzbie, mamić zdjęciami najnowszych samochodów i tekstami "po co Ci samochód służbowy, za 2 lata będziesz miał Ferrari".
Pozdrawiam serdecznie,
KK