że rynek nie zdyskontował jeszcze przyszłej umowy bo nie wiadomo jaka ona będzie, więc trudno mówić o tym że rynek miałby szansę się odnieść do takiego znaku zapytania. Bo niby jak. Obecne poziomy kursu uwzględniają ryzyko braku umowy oraz ryzyko kiepskich warunków umowy, bo choć szansa na powyższe jest minimalna, to jednak istnieje i dopóki nie złożono podpisów ta groźba będzie odzwierciedlona w jakiś sposób przez kurs. Pojawił się tu kolejny prawdziwek, który ogłasza, że wszystko jest już w cenie i trzeba sprzedawać. Takich naganiaczy na sprzedaż było tu od 13 zł bez liku, przez kolejne miesiące na różnych poziomach kursu. Jest wysoce prawdopodobne, że jeśli go ktoś z inwestorów posłucha, to w parę sesji od podpisania umowy będzie się o nim wyrażał bardzo brzydko z użyciem słów powszechnie uznawanych za wulgarne. Pewności co do tego nie ma dlatego, że pojęcie pewność i giełda lub nawet życie z natury rzeczy nigdy nie chodzą że sobą w parze. Giełda to gra na wysokie prawdopodobieństwa.