Ja rozumiem, że istnieje realna szansa na zaognienie konfliktu na bliskim wschodzie i niszczenie infrastruktury do wydobywania, przerabiania i transportu ropy i jej pochodnych.
Ja rozumiem, że może wywołać to szok podażowy i wzrost inflacji.
Ale w jaki sposób mogą być przez to zagrożone przychody kancelarii prawnej, która ma wypracowany model biznesowy i dostaje pieniądze de facto od nieuczciwych banków, to tego nie mogę pojąć.
Nie mogę pojąć dlaczego akcjonariusze postrzegają Votum, jako firmę, która może zbankrutować przez kryzys paliwowy i wzrost inflacji.
Może mi to ktoś wytłumaczyć?