to już nie jest ta sama spółka, co rok temu, kiedy miała jeszcze ogon bezsensowych projektów, garstkę ludzi do obsłużenia ich i owczy pęd leszczy na NC windujący ceny akcji w kosmos bez uzasadnienia.
Dziś gówniane gierki robią, żeby akcentować swoją obecności na ich rynku i dać sobie szansę na udział w loterii „miliardowe kulki”, ale tak na prawdę pracują nad zapewniającymi przychody, zyski i stabilne finansowanie bieżącej działaności poważniejszymi projektami, które nie potrzebują akceptacji lokalnych forów skupiających okruchy spekulantów małego parkietu. O pracowników (głównie freelancerów - taka specyfika branży) jest dziś łatwiej, bo studia jednej gry wysypują się codziennie, głównie finansowo i zwalniają klepo-godziny.
Nie jestem szwagrem Emila, ale akcje posiadam, dywidendę przytuliłem i z niecierpliwością czekam na czas weryfikacji polskich spółek gamingowych na robiące biznes i obiecujące najlepszą na świecie grę..