Wiele lat temu byłem na pięknym koncercie. Początkowo kapela musiała się zestroić - a to za wysoko, a to za nisko, ten szybciej, tamten wolniej. Ta gitara, nie ta gitara. Żmudny, ale potrzebny proces w życiu orkiestry. I wiadomo. Nuda dla wielu, niepotrzebne przeciąganie pomyśleli niektórzy, dla innych zaś może i ciekawe to było, a nawet ich to bawiło momentami można powiedzieć. Różnie. A to trąby musiały nauczyć się trąbić właściwie. I tak dalej. No i o publice nie można zapominać. Musi być chętna do wspólnej zabawy przecież. Ale jak już perkusista dał znać i zaczęli grać no to oczu oderwać nie można było. Balsam dla uszu. Czy solo, czy w grupie to każdy akord im wchodził. Cała nuta, półnuta, ćwierćnuta, a nawet mikronuta :-) Dźwięki potrafili rozebrać z dokładności do pojedynczej cząsteczki fali akustycznej. Infradźwięki, ultradźwięki, hiperdźwięki nie miały przed nimi żadnych tajemnic. Solówka puzonu, saksofonu niewyobrażalna - no moja ulubiona przecież sekcja dęta o czym dobrze wiecie. A pianista jak dawał radę na dwie ręce. Mniam. Jak oni pięknie bawili się tą muzyką i każdym dosłownie dźwiękiem. Cudo. A widownia jaka szczęśliwa przy tym i rozradowana. Ach, te śmiejące się OCZY w pierwszych rzędach. Niezapomniany to widok. I piękny to był czas. Radości co niemiara. Naprawdę. Grali, mówię wam, do samego końca. A na końcu to fani gotowi byli wdrapać się na najwyższe drzewo po upragniony autograf. I nie zgadniecie "co" moi mili :-) Tak! Dokładnie. No co wy? :-) Skąd wiecie? No, macie rację cholewcia. Na YT zaaaaaaaaCHooował się fragment tego koncertu. O, proszę jak ładnie https://youtu.be/L-Ds-FXGGQg?t=12 .
"C'est la vie", say the old folks, it goes to show you never can tell - jak było grane w tym numerze, prawda?
A czy eksperci inwestycyjni z YT byli kiedyś na takim plenerowym wydarzeniu? Czujecie te mega pozytywne wibracje, ten wspaniały feeling? Bo ja każdym nerwem dosłownie :-) Ekscytacja krótko mówiąc. No i czy dane mi będzie uczestniczyć w takim koncercie raz jeszcze kiedyś? Hm, nigdy nic nie wiadomo przecież - jak głosi tytuł utworu. Kto się z tym zgadza?
No i po czterech miesiącach prac deweloperskich 51.30 zostało sforsowane. Ponowna próba, kapitanie Kuprin!
CIEKAWOSTKA!: Wiecie, że w czasie koncertu muzycy wraz z publicznością mają zsynchronizowane fale mózgowe? Niezłe, co? Nie wiedziałem o tym, przyznam szczerze ;-) A wy? https://www.scientificamerican.com/article/music-synchronizes-the-brains-of-performers-and-their-audience/ W myślach sobie normalnie czytają. I to bez żadnych przeszkód!
Co tu się w ogóle odjaniepawla? - stale chodzi mi po głowie takie pytanie...