Wychodziłem z tego papieru stopniowo przez wiele dni. Nie było to łatwe – arkusz był czyszczony, a zlecenia kupna znikały szybciej, niż się pojawiały. Gdy wystawiałem pakiet po 11 groszy, nikt nie brał. Tymczasem boty podbijały zlecenia o 0,002 gr niżej, skutecznie blokując sprzedaż większych wolumenów.
Skoro to miała być „życiowa okazja” z potencjałem na 20 groszy, to dlaczego popyt gasł już przy 10 gr? Dlaczego przez większość czasu trzeba było się wpasować w ciasny spread lub sypać poniżej 10, żeby cokolwiek sprzedać?
16 czerwca wielu inwestorów zostało powieszonych na hakach – popyt zniknął, a teraz nie ma komu tego odbierać. Możliwe, że jeszcze pojawi się jakaś podbitka pod pozory ruchu, ale równie dobrze kurs może się nagle osunąć – bo ci, którzy robili zakupy po 5–6 groszy (wystarczy spojrzeć na arkusz z zeszłego roku), są już zarobieni i mogą upychać resztę.
W mojej ocenie to typowa spekulacyjna zagrywka: podkręcanie sentymentu, narracje o „grubym graczu” i szybkim zwrocie – wszystko po to, by przyciągnąć kolejnych chętnych do zakupu. Tymczasem spółka nie prowadzi działalności, nie zatrudnia ludzi, od lat generuje straty i zmienia tylko nazwę.
Nie zamierzam ryzykować, że zostanę z tym na dłużej. Wolę szukać okazji tam, gdzie są realne fundamenty. Tutaj temat uważam za zamknięty – z lekkim zyskiem i bez żalu.