W najnowszym raporcie bieżącym Cannabis Poland S.A. informuje o podpisaniu umowy przez spółkę zależną – Certis Pharma Sp. z o.o. – z bliżej nieokreślonym polskim partnerem działającym w obszarze przetwórstwa konopi. Umowa dotyczy wsparcia przy wdrażaniu standardów GMP oraz prawa farmaceutycznego, a także współpracy przy wytwarzaniu surowca farmaceutycznego i pozyskiwaniu klientów. Dla spółki, która od miesięcy dryfuje bez jasnego kierunku strategicznego i mierzy się ze strukturalnymi problemami, może to wyglądać jak długo wyczekiwany promyk nadziei. Ale czy rzeczywiście mamy do czynienia z przełomem?
Zadeklarowane wynagrodzenie z tytułu tej umowy wynosi 200.000 zł netto, z czego połowa ma zostać wypłacona w ciągu tygodnia od podpisania kontraktu, a pozostała część w czterech ratach miesięcznych. Biorąc pod uwagę, że sama Cannabis Poland od miesięcy generuje straty na poziomie przekraczającym 500.000 zł kwartalnie, a jej spółki zależne nie wykazują przychodów operacyjnych, trudno uznać ten kontrakt za realny punkt zwrotny. Mamy raczej do czynienia z epizodem księgowym, który w żaden sposób nie rozwiązuje problemu braku stabilnych źródeł przychodu.
Istotniejsza jest jednak narracja, jaką wokół tej współpracy próbuje zbudować zarząd spółki. W komunikacie czytamy, że podpisanie tej umowy „znacząco przybliży Cannabis Poland do realizacji założeń strategicznych”, w szczególności po tym, jak w sierpniu 2025 roku zrezygnowano z planów budowy własnego zakładu farmaceutycznego. Zamiast inwestować w infrastrukturę, grupa kapitałowa próbuje najwyraźniej wpiąć się w cudze zasoby – i przedstawia to jako alternatywną ścieżkę rozwoju. Tyle tylko, że rzeczywisty charakter tej współpracy pozostaje mglisty.
Nie wiadomo, kim konkretnie jest partner ani jakim zapleczem dysponuje. Nie jest jasne, czy mowa o funkcjonującym już zakładzie, czy raczej o planach jego utworzenia. Umowa została wprawdzie zawarta na 10 lat, ale jej obowiązywanie rozpocznie się dopiero z chwilą dopuszczenia do obrotu pierwszego surowca wyprodukowanego przez partnera – a więc w bliżej nieokreślonej przyszłości. To oznacza, że sama umowa – choć medialnie brzmi efektownie – nie rodzi żadnych natychmiastowych skutków operacyjnych.
Jeszcze istotniejsze pytanie brzmi: dlaczego jakikolwiek partner miałby powierzyć realizację tak wrażliwego procesu – jakim jest wdrażanie GMP i komercjalizacja surowców farmaceutycznych – właśnie Certis Pharma? Spółka ta nie tylko nie ma na koncie żadnych zakończonych rejestracji ani uruchomionych produktów, ale też działa pod egidą podmiotu, który od 2021 roku bezskutecznie próbuje zarejestrować własne surowce. Rejestracja produktu konopnego przez Cannabis Poland, rozpoczęta jeszcze w połowie 2024 roku, do dziś nie została zakończona. Trudno więc mówić o kompetencjach, które miałyby stanowić wartość dodaną dla jakiegokolwiek zewnętrznego kontrahenta.
W tym kontekście nasuwa się jedno pytanie: czy ten kontrakt nie jest raczej próbą stworzenia pozorów aktywności, mającą na celu złagodzenie krytyki ze strony rynku i akcjonariuszy? Biorąc pod uwagę rozpoczęty w październiku tzw. „przegląd opcji strategicznych” – a więc de facto dopuszczenie scenariusza sprzedaży, przekształcenia lub wygaszenia działalności – trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy tu do czynienia z taktyką komunikacyjną, a nie nowym otwarciem biznesowym.
Wreszcie – jeśli nawet nowy zakład rzeczywiście zostanie uruchomiony, a partner osiągnie gotowość produkcyjną zgodną z EU GMP, nadal otwarte pozostają pytania o operacyjną zdolność samej grupy Cannabis Poland: kto ma odpowiadać za sprzedaż, obsługę aptek, kontrolę jakości i kontakt z URPL? Spółka nie posiada obecnie zespołu, aktywnego działu handlowego ani wiarygodnej struktury zarządczej. Bez tych elementów nawet najlepsza umowa ramowa pozostaje dokumentem bez treści.
Podsumowując: podpisanie umowy przez Certis Pharma to interesujący sygnał, ale trudno go traktować jako dowód na zmianę sytuacji strategicznej spółki. Przy kontrakcie wartym 200.000 zł, rozłożonym na kilka miesięcy, i przy braku jasnych informacji o kompetencjach partnera oraz dalszych krokach operacyjnych, mamy raczej do czynienia z działaniem wizerunkowym niż faktyczną zmianą kursu. W tle pozostają pytania o model biznesowy, zasoby ludzkie i zdolność do realnej egzekucji – a na nie, jak dotąd, odpowiedzi nie ma.