Delikatne podchodzenie dzień w dzień coraz wyżej o kilkadziesiąt groni jest najbardziej bolesne dla szort-ekipy.
Pisałem niedawno, czekają nas powolne, stabilne i wyniszczające wzrosty.
Zapewniam, że to dla psychiki eminensów i kintburusiów gorsze niż jednorazowe widły i szarpanie kursem góra-dół.
A najbardziej boli to, że ulica nie oddaje swoich pakietów.
To jest ich porażka.
Głupi Polak nie daje się kiwać.