Braster znów pokazał stratę. Seria kwartałów pod kreską wzrosła tym samym do 25 z rzędu, a topniejąca wielkość środków na koncie rodzi pytanie, na jak długo spółce starczy pieniędzy. Narastająco strata Brastera od IV kwartału 2011 roku sięgnęła 56,8 mln zł. Cały
proces podbijania rynku przebiega bardzo mozolnie. Braster swoje urządzenie do sprzedaży wprowadził w październiku 2016 roku, a więc półtora roku temu. Od tej pory straty zamiast zmaleć, jeszcze wzrosły.
Przychody spółki wciąż pozostają na śmiesznie niskim poziomie. W I kwartale 2018 roku sięgnęły 151 tysięcy złotych. W całym 2017 roku było to 397 tysięcy złotych. Koszty są kilkanaście razy wyższe. Podstawowym problemem są
koszty ogólnego zarządu, które stanowią największe obciążenie w rachunku wyników spółki. W I kwartale 2018 roku sięgnęły 4,1 mln zł (przy stracie 5,38 mln zł), w całym 2017 roku zaś 16,6 mln zł (przy stracie 21,7 mln zł).
Spółce kurczą się środki. Jeżeli tempo z I kwartału się utrzyma to już za rok Brasterowi może po prostu zabraknąć pieniędzy. O ekspansji zagranicznej słyszymy od dawna - to ona ma napędzić wyniki - realnych efektów wciąż brak. Dodatkowo dotychczasowa historia spółki nakazuje zachowanie szczególnej ostrożności. Przypomnijmy,
produkt jest w sprzedaży od półtora roku, a rok 2017 spółka zakończyła z przychodami na poziomie ledwie 397 tysięcy zł. Nie jest to więc produkt, który pojawia się na rynku i od razu generuje spory popyt. -
Do czasu pełnej komercjalizacji urządzenia, także na rynkach zagranicznych i osiągnięcia etapu, w którym generowane będą dodatnie przepływy gotówkowe z działalności operacyjnej,
spółka będzie uzależniona od zewnętrznych źródeł finansowania, w tym emisji akcji lub obligacji. Ewentualne zatem ograniczenie dostępu spółki do źródła finansowania w postaci emisji akcji lub obligacji przed pełną komercjalizacją produktu na rynkach zagranicznych może spowodować opóźnienia lub niemożność regulowania zobowiązań zarówno handlowych, jak i finansowych oraz stanowić zagrożenie dla kontynuacji działalności spółki - tłumaczy spółka. Uwagę na tę notę
zwrócił także badający sprawozdanie biegły rewident. W razie zbyt powolnego rozkręcania się sprzedaży deską ratunkową może być więc finansowanie się na rynku. Tutaj też jednak pojawiają się pewne ryzyka. Emisja akcji to konieczność znalezienia nowych inwestorów. Obecni pokazali jednak, że
do spółki mają coraz mniejszą cierpliwość. Dziś akcje spółki kosztują ledwie 4 zł, tymczasem podczas wprowadzania produktu na rynek (październik 2016) płacono za nie nawet ponad 28 zł.
Tylko w tym roku notowania Brastera spadły o 41 proc. Obecna kapitalizacja Brastera to ledwie 26,4 mln zł. Chęć dokapitalizowania spółki choćby o 5 mln zł, może oznaczać więc konieczność
sporego rozwodnienia kapitału. Jeżeli ekspansja się nie powiedzie, bądź produkt nie trafi w gusta klientów, spółce po prostu może zabraknąć pieniędzy. Wówczas nawet kolejne dokapitalizowania mogą nie pomóc.
Pytanie o przyszłość Brastera, to więc pytanie o siłę jego produktu i umiejętności zarządu. A na tym polu - niestety - dotychczasowe dokonania spółki nie napawają optymizmem.