Bo na przykład... Przychodzi właściciel dużej firmy do swojego zaufanego doradcy i mówi - kupiłbym chyba Ganta. A ten mu na to - teraz? Za 70 groszy? A tamten na to tylko się uśmiecha i mówi - załatw mi na jutro listę obligatariuszy. następnego dnia doradca przynosi listę. Oglądają ją razem, po czem doradca dzwoni do szefa jednego z banków, że jego mocodawca oczekuje spotkania "prywatnego" w knajpce "Bocian i kumple".
Może tak być? A jeśli juz jest, to o czym gadają? Czyż nie o tym, żeby obligatariusz w zaparte nie zgadzał się na cokolwiek, na żaden układ? No ja, będąc chętnym, dokładnie tak bym zrobił. I tylko nie dałbym się nagrać.