Znany ekonomista przewidział upadek Rosji w obliczu kryzysu gospodarczego.
Putin jest już zmuszony do cięcia wydatków budżetowych.
Rosyjska gospodarka szybko pogrąża się w kryzysie systemowym . Deficyt budżetowy rośnie, Fundusz Dobrobytu Narodowego topnieje, model oparty na ropie naftowej chyli się ku upadkowi, a banki polegają na doraźnych pomocach finansowych.
Dlaczego Rosja wraca do lat 90. i co to oznacza dla zwykłych ludzi? Profesor ekonomii Igor Lipsits rozmawiał o tym w wywiadzie dla kanału YouT dziennikarza Jewgienija Kisielowa prezentuje najciekawsze fragmenty rozmowy.
Ekonomista Igor Lipsits zwraca uwagę na ogromny deficyt budżetowy Rosji. Zauważa, że rosyjskie Ministerstwo Finansów tnie wydatki już od trzech miesięcy:
„To ciekawa historia. W styczniu wydano około 1,9 biliona rubli. Rzeczywiście, czasami jestem zaskoczony zachowaniem niektórych kolegów. Na przykład ekonomista Siergiej Aleksaszenko napisał, że „rosyjskie Ministerstwo Finansów dokonało cudu” – udało mu się utrzymać deficyt budżetowy na poziomie 5,7 biliona rubli, mimo że niektórzy eksperci (wyraźnie odnosili się do mnie) przewidywali 7,8 biliona”.
A tam, gdzie on zazwyczaj stawia granicę, inni ludzie – naukowcy – zaczynają dociekać, skąd bierze się ta „radość”. A potem okazuje się, że rosyjskie Ministerstwo Finansów, mimo że wspomniałeś o takiej kwocie, od kilku miesięcy po cichu izoluje budżet. Przypomnę, czym jest izolacjonizm: to sytuacja, gdy budżet zostaje zatwierdzony, określone wydatki są określone, obiecane są określone płatności, a rząd mówi: „Nie mam pieniędzy”, po czym wycofuje się ze swoich zobowiązań, nie płaci i dokonuje cięć.
Rosyjskie Ministerstwo Finansów od prawie trzech miesięcy nie wypłaca należnych kwot, tnąc wydatki. Wygląda na to, że przeczuwa nadchodzącą katastrofę i już tnie wydatki, nie wypłacając środków tym, którzy powinni otrzymać je w ramach zatwierdzonego budżetu. Dzięki temu władze rosyjskie utrzymują deficyt w wysokości 5,7 biliona rubli, choć nazywanie tego cudem jest dość dziwną historią, ponieważ pierwotnie zatwierdzony deficyt na 2025 rok wynosił 1,3 biliona rubli, a w rzeczywistości wyniósł 5,7 biliona rubli.
W rzeczywistości Ministerstwo Finansów przeszło do cięcia kosztów, ale wszystko ma swoją cenę. Ekonomia to przerażająca nauka; mówi: wszystko ma swoją cenę. Nic nie dzieje się za darmo.
Jeśli zatem Ministerstwo Finansów nie wypłaci obiecanych środków, nie sfinansuje gwarantowanych wydatków, wydatki te nie zostaną pokryte, a zamówienia nie będą zabezpieczone środkami. Oznacza to, że Rosja stanie w obliczu załamania produkcji, a zamiast 1% wzrostu, który mozolnie wyciągnęła z Rosstatu i podarowała Putinowi, prawdopodobnie zobaczymy dość gwałtowny spadek gospodarczy.
Ekonomista uważa, że pierwsi problemy odczują pracownicy rosyjskiego sektora publicznego:
Kiedy państwo przestaje płacić, najpierw pojawiają się problemy z dodatkami do pensji dla pracowników służby zdrowia i nauczycieli. Potem nagle okazuje się, że niektóre duże korporacje państwowe nie otrzymały środków budżetowych. A te korporacje państwowe, nie otrzymawszy środków z budżetu, który nagle zaczął odmawiać płacenia (mimo że obiecał i powinien), nie płacą swoim dostawcom. A dostawcy, nie dostając pieniędzy od dużych korporacji państwowych, zaczynają zwalniać pracowników. I ludzie zostają bez dochodów.
W takiej sytuacji znajduje się już rosyjska gospodarka. I będzie to coraz bardziej widoczne w mediach, stając się coraz bardziej alarmujące. Już obserwujemy wzrost zaległości płacowych. Suma jest wciąż niewiarygodnie mała, wręcz zbyt duża, by o niej mówić, ale dynamika jest bardzo gwałtowna. Wszystko zaczyna się od małego kroku, a potem eskaluje. Nagle okazuje się, że wiele osób żyje z zaległościami płacowymi. Tak było w latach 90. i to jest właśnie jeden z symptomów tego, o czym mówiłem: Rosja powróci do lat 90., z wieloma oznakami, symptomami i procesami.
Rosja powróciła do zaległości w płatnościach. Zaległości w płatnościach przerodziły się w zaległości w wypłatach wynagrodzeń. Będziemy musieli poczekać, aż zaczną się zaległości w wypłatach emerytur. To jednak nie jest odległe, ponieważ wypłaty emerytur w Rosji z Funduszu Socjalnego są ubezpieczone przez państwo, a państwo jest ubezpieczone przez Narodowy Fundusz Dobrobytu. A ten fundusz również jest aktywnie wydawany. W związku z tym perspektywa zaległości w wypłatach emerytur wyraźnie się wyłania.
Jewgienij Kisielow wspomina, że w latach 1991-1992 płace w Rosji były wypłacane na czas, ale w latach 1994-1995 opóźnienia w płatnościach stały się normą. Zaledwie kilka lat dzieliło kraj od terminowych wypłat i całkowitego załamania. Ekonomista Igor Lipsits odpowiada:
„Wtedy panowało inne podejście do płac i pracowników. Wciąż panowała pewna bezwładność Związku Radzieckiego – kraju, w którym „rządzi robotnik”, gdzie „wszystko jest dla robotnika”. Jak można było nie płacić robotnikowi? Wszystko to zostało zniszczone przez zawieruchę lat 90. Teraz, w Rosji, podejście do płacenia pracownikom jest tak cyniczne, że ta transformacja nastąpi znacznie szybciej”.
A rezerwy Rosji topnieją. Jak na ironię, w listopadzie Rosja, za pośrednictwem ministra finansów Antona Siłuanowa , przysięgła i zapowiedziała, że nie tknie Funduszu Dobrobytu Narodowego (FDN). „Założę się o życie, że nie tkniemy FDN” – powiedział minister finansów.
Nadszedł rok 2026 i trzeba mu wyrwać zęby – nie jeden, ale wiele – bo wydaje jak szalone. Ostatnio Ministerstwo Finansów zaczęło wyprzedawać waluty obce z Funduszu Dobrobytu Narodowego, ponieważ budżet nie ma dochodów i trzeba załatać dziury. Waluta z Funduszu Dobrobytu Narodowego jest dość aktywnie wyprzedawana.
Już teraz w największych rosyjskich bankach zdeponowano sporo pieniędzy z Funduszu Dobrobytu Narodowego, aby je wesprzeć finansowo. Najwyraźniej napływ pieniędzy od społeczeństwa nie wystarcza już na pokrycie problemów kapitałowych tych banków. Myślę więc, że wzięli 450 miliardów rubli z Funduszu Dobrobytu Narodowego i ulokowali je w depozytach, aby uchronić te duże banki przed upadkiem. Czy przetrwają – nie wiem, nie mogę powiedzieć. Sytuacja staje się coraz bardziej dramatyczna.
Istnieje wspaniała firma budowlana o nazwie Samolet, która „wspaniale” zarządza swoją działalnością. Jak wiadomo, w tym tygodniu Samolet zwrócił się do rządu z prośbą o 50 miliardów rubli na ratunek i jest gotów oddać pakiet kontrolny, żeby tylko zdobyć trochę pieniędzy. Samolet ma wsparcie banków. Ponieważ wszystkie mieszkania, których Samolet nie może sprzedać, zostały zbudowane z kredytów bankowych. Jeśli Samolet nie może sprzedać mieszkań, banki nie mogą zwrócić pieniędzy. Podobna sytuacja miała miejsce przed kryzysem w 2008 roku.
Ale w 2008 roku pieniądze się znalazły. Putin był wtedy bogaty, miał dochody z ropy naftowej. I rozdawał pieniądze każdemu, kto ich potrzebował, wspierając „właściwych” ludzi.
Pamiętacie koncepcję „banku o znaczeniu systemowym”? Dostali pieniądze. Firmy o znaczeniu systemowym dostały pieniądze. Reszta nie. Ale Putin nie ma teraz na to pieniędzy.
Jewgienij Kisielow pyta, o ile spadły dochody budżetowe z ropy naftowej i gazu. Igor Lipsits podaje szokujące liczby:
„W porównaniu z ubiegłym rokiem podwoiło się. Imponujące? A perspektywy nie są dobre. Zauważ, że Indie okazały się niewierne, zaczynając oszukiwać innych i ograniczając zakupy z Rosji. Bo były pod ogromną presją, a Indie to nie Chiny”.
Powtarzałem od dawna: jeśli chcesz, żeby Indie przestały kupować rosyjską ropę i gaz, musisz im zaoferować jakąś rekompensatę, jakiś prezent. USA groziły Indiom cłami, ale Indie nie odmówiły rosyjskiej ropy. I w końcu Trump zrozumiał: zaoferowali dziewczynie prezent w postaci obniżonych ceł na dostawy do USA. A dziewczyna powiedziała: tak, teraz nie będę już kochać Rosjan, będę kupować wenezuelską ropę. I to jest straszna katastrofa dla Rosji; mówimy o dwukrotnym spadku dochodów. A może nawet większym. Bo Indie przejęły 35-40% całego eksportu ropy z Rosji.
Jeśli nie zrobi tego teraz, Rosja praktycznie nie będzie miała gdzie ulokować swojej ropy. W przeciwnym razie będzie musiała zaoferować Chinom zniżki, o których nawet nie chce się wspominać. Już teraz pojawiają się doniesienia o dostawie ropy do Chin po 25 dolarów za baryłkę.
W przeliczeniu na dolary z 1998 r. jest to około 10–12 dolarów, czyli tyle samo, ile kosztowała Rosja w 1998 r. Nie ma innego miejsca, gdzie można by ulokować ropę, jak tylko w Chinach.
Jewgienij Kisielow dodaje, że były premier Rosji Michaił Kasjanow wspominał kiedyś o wizycie wenezuelskiego przywódcy Hugo Cháveza w Moskwie . Chávez opowiedział mu o cenach ropy: „Michaił, 25 za baryłkę to nasz Stalingrad. Nie możemy zejść niżej”. Lipsitz kontynuuje swoją relację z rosyjskiego kryzysu naftowego:
Mówimy już, że niektóre rosyjskie złoża są nieopłacalne. A kiedy się o tym wspomina, ludzie mówią: „Daj spokój, przecież przemysł naftowy nie może być nieopłacalny”. „Gada pan bzdury, profesorze”. Nie bredzę. W Rosji koszty wydobycia ropy na wielu polach wynoszą 40–45 dolarów. Spójrz, nawet przedstawiciele przemysłu naftowego to mówią. 25 dolarów to katastrofa; handlujemy ropą ze stratą.
Nigdy niczego nie zmyślam, po prostu analizuję fakty. Spójrzcie: Łukoil, druga co do wielkości rosyjska firma naftowa, zwróciła się do waszego rządu z prośbą o pieniądze. A dokładniej, poprosiła o obniżkę podatków. To nie rząd chce ściągnąć dodatkowe podatki od Łukoilu i zasilić budżet – nie ma czego zabierać. Teraz Łukoil zwrócił się z prośbą o obniżkę podatków, bo inaczej będą kłopoty.
Mamy więc Samolet, największego rosyjskiego dewelopera. Mamy Łukoil, drugą co do wielkości rosyjską firmę naftową. Mamy Rosyjskie Stowarzyszenie Przemysłu Metalurgicznego, które domaga się zniesienia akcyzy na stal płynną. Sytuacja jest taka, że największe filary rosyjskiej gospodarki zwracają się do budżetu z prośbą: „To już koniec, znieśmy podatki, bo inaczej zbankrutujemy”. Tymczasem rząd poważnie rozważa podniesienie podatków. Ponieważ rząd boryka się obecnie z tak ogromną dziurą budżetową, że rozważa nawet podniesienie opłat środowiskowych dla przemysłu metali żelaznych.
Rząd jest w stanie histerii. Potrzebuje pieniędzy. A tam, gdzie powinny być ulgi podatkowe, próbuje je podnieść. Ale, jak można sobie wyobrazić, nietrudno przewidzieć, jak to się skończy.
Jewgienij Kisielow zwraca uwagę na wyrażenie „punkt krytyczny” użyte przez ekonomistę w Telegramie. Cytuje również raport „Washington Post”, zgodnie z którym rosyjska gospodarka wojskowa, napędzana inwestycjami i wypłatami dla żołnierzy zwerbowanych na front, może wejść w kryzys za trzy do czterech miesięcy. Według gazety, Putin jest ostrzegany przed tym przez osoby z jego otoczenia. Kisielow prosi o ocenę możliwego scenariusza i oznak zbliżającej się katastrofy.
Lipsitz wyjaśnia, jak może wyglądać ten kryzys:
„Dojdzie do powszechnych bankructw wśród dużych firm, a następnie kryzysu w największych rosyjskich bankach. Deponenci będą próbowali wycofać swoje pieniądze z banków – co nazywa się „runem bankowym”. Nie otrzymają zwrotu pieniędzy, a na wypłaty z banków zostaną nałożone ograniczenia – „w celu ustabilizowania rosyjskiego systemu bankowego i ochrony środków deponentów”.
Później sprawdzicie, czy moje słowa pokrywają się z tym, co napiszą Ministerstwo Finansów i Bank Centralny. W związku z tym rozpoczną się ograniczenia emisji gotówki – po prostu dlatego, że w przeciwnym razie banki upadną.
Mówią mi: banki nie mogą upaść, w Rosji mamy system rezerw. Uwielbiam ludzi, którzy są półanalfabetami z ekonomii, ale czują potrzebę ciągłego poprawiania mnie. Tłumaczą, że czegoś nie rozumiem z ekonomii. Tak, Rosja ma system rezerw, tak, rosyjskie banki mają fundusze rezerwowe, tak, istnieje system rezerw cząstkowych. Przeczytaj podręcznik do ekonomii – wszystko wyjaśni. Ale rzecz w tym, że te rezerwy nie wystarczą dla wszystkich banków.
Tak, istnieje kilka funduszy ratunkowych dla rosyjskich banków: Agencja Ubezpieczeń Depozytów i fundusze kryzysowe. Wszystko prawda, wszystko prawda, ale mogą one uratować tylko jeden, dwa, a najwyżej trzy duże banki. Jeśli dziesięć dużych rosyjskich banków zacznie upadać, zabraknie pieniędzy.
Co się wtedy stanie? Oczywiście nikt nie pozwoli bankom upaść. To jasne. Ale wtedy dostaną kredyty stabilizacyjne. Oznacza to, że Bank Centralny Rosji wydrukuje ogromną liczbę bilionów rubli, aby pożyczyć bankom. Zrozumcie: rosyjskie banki mają 67 bilionów rubli. Zatem, jeśli nawet co czwarty obywatel zechce wypłacić swoje pieniądze, będzie musiał wyemitować około 15 bilionów rubli. Banki nie mają takiej wolnej gotówki. Zatem te 15 bilionów będzie musiało zostać wydrukowane.
Oznacza to dodatkową podaż pieniądza w gospodarce, gwałtowny wzrost inflacji, a być może hiperinflację. Oto jak wygląda mapa drogowa: Samoletowi kończą się pieniądze, przemysłowi metali żelaznych kończą się pieniądze, Łukoilowi kończą się pieniądze, Kolejom Rosyjskim kończą się pieniądze i tak dalej: gdziekolwiek spojrzeć, kłopoty.
Rosja popełnia samobójstwo; niszczy swoją gospodarkę, a kiedy gospodarka umiera, kraj umiera również. Formułuję swoje stanowisko bardzo jasno i nie ukrywam tego: uważam, że Rosja popełnia samobójstwo wojną rosyjsko-ukraińską. A potem, kiedy gospodarka się załamie, kraj również upadnie – tak jak upadł Związek Radziecki.
Kisielow twierdzi, że infrastruktura użyteczności publicznej Ukrainy jest w opłakanym stanie z powodu ciągłych ataków rakietowych i dronów: ludzie są pozbawieni prądu i ogrzewania, a miasta wyglądają jak scenografia do dystopii. Tymczasem w Rosji już dochodzi do przerw w dostawie prądu i mediów. Czy istnieje bezpośredni związek?
Ekonomista uważa, że istnieje związek:
„Właściwie Rosję należało zamknąć na czas gruntownego remontu pięć lat temu. Kraj jest skrajnie zaniedbany, stary i ma poważne wady”.
Należało ją zatrzymać, zamknąć, a wszystkie zarobione pieniądze przeznaczyć na naprawę infrastruktury niezbędnej do życia.
Gdyby to zrobiono, można by było normalnie żyć w tym kraju do końca XXI wieku. Zamiast tego zaczęli przygotowywać się do wojny, potem ją rozpętali – i wszystkie pieniądze poszły tam, nie tylko te dzisiejsze, ale i te jutrzejsze.
Problem w tym, że Rosjanie nie rozumieją: zrujnowali sobie przyszłość na kilka pokoleń. Nie tylko wydali ogromne sumy pieniędzy na wojnę, ale też zwiększyli zadłużenie państwa i stracili główne źródła dochodu – europejskie rynki ropy i gazu. A teraz Rosja jest skazana na biedę przez kolejne pokolenia, stając się nędznym, nieszczęśliwym miejscem, w którym normalne przetrwanie jest niemożliwe.
Rosja to kraj o poważnie zdewastowanej infrastrukturze, której nigdy nie uda się naprawić. Wiem, że słowo „nigdy” irytuje ludzi, ale zrozumcie to: za dwa pokolenia, czyli za około 50 lat, Rosja nie będzie w stanie przywrócić infrastruktury publicznej. Po prostu dlatego, że wymaga to pieniędzy, których Rosja nigdy nie będzie miała.