widzę ptaku,że się rozkręcasz;-)))
Przypomnijmy więc te jakże przełomowe słowa prezesa Ireneusza Fąfary o „wyzwaniu”, jakim rzekomo ma być uregulowanie sprawy inwestorów mniejszościowych. No to sprawdźmy:
– Jest wycena Energi — trzymana pod kluczem jak receptura Coca-Coli.
– Są akcjonariusze — zidentyfikowani, policzeni co do sztuki.
– Są przepisy — proste jak instrukcja parzenia herbaty.
Gdzie tu wyzwanie? Ja tu widzę tylko jedno: jak zapłacić połowę i jeszcze wyglądać przy tym na ofiarę okoliczności.
Mamy więc mentalną ścianę, o którą odbija się zwykła logika:
zapłacić według wyceny → mieć akcje.
Ale nie, tu włącza się tryb „kombinuj, kombinuj, bo inaczej się udusisz”.
Stawką jest 1,5 mld, a ambicją — wydać 750 mln i udawać patriotyczną roztropność.
I tak pojawiają się pytania:
– Kogo właściwie reprezentują decydenci? Bo polskich obywateli jakoś tu nie widać.
– Kto wmówił światu, że sprawa drobnych akcjonariuszy jest filarem bezpieczeństwa energetycznego państwa?
– Kto potrzebuje medialnych fanfar, analiz i ekonomicznych szczekaczek, żeby przykryć prosty fakt: ktoś chce kupić taniej, choć powinien drożej?
– I wreszcie: kto robi z siebie moralną przekupę na państwowym straganie?
Czy 750 mln potencjalnej „oszczędności” naprawdę jest warte utraty resztek autorytetu państwa i wysadzenia wiary w sens inwestowania na GPW?
Żyjemy jeszcze w niepodległym kraju, a już ktoś postanowił wyciągnąć państwowe armaty na prywatnego komara.
Cóż — może taka nowa „strategia obronna”.