Tak - pisałem to już wcześniej, ale wciąż niezmiennie aktualne. "Rozmowa" z tobą to walenie grochem o ścianę. Ale dobrze, powtórze, może za czterdziestym razem dotrze (chociaż wątpię). Porównywanie zawartości portfela jest dla mnie synonimem buractwa i wieśniactwa. Rozumiesz? To wieśniacy licytują się między sobą, kto wywali większą chałupę na podwórku i podglądają, czy aby sąsiad nie kupił sobie noweginteresuje nikogo czy masz 1000 czy 500 tys. Naprawdę nikogo to nie obchodzi, a nawet jeśli kogoś tak, to nikt publicznie nie przyzna się do tego, że jest burakiem. Oprócz ciebie oczywiście. Nie dziwi mnie tez w sumie to, ze nie jesteś w stanie tego pojąć, bo takie rzeczy wynosi się po prostu z domu i dla większości ludzi są oczywistością. Ty tego nie wyniosłeś - niestety. Istnym kuriozum jest wreszcie nazywanie przechwałek stanem posiadania "współzawodnictwem dżentelemnów" - to jest złotko całkawite przeciwieństwo bycia dżentelmenem. Dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają - słyszał kiedy?
Ale ponieważ rozumiem twoje ciągoty i widzę, że na silę chcesz wszystkim udowodnić swoje ogromne zasoby, zaproponowałem banalną umowę. Ty pokazujesz swoje dyplomy, którymi się przechwalasz, a ja zniżę się do twojego poziomu i pokaże ci mój portfel. Czyste "współzawodnictwo dżentelmenów" -hehe. Proste jak drut.
Tyle, że niewykonalne, bo żadnej medycyny, ani prawa nie skończyłeś, a twoja obecność tutaj to stałe leczenie frustracji i kompleksów. Oferta oczywiście wciąż aktualna, ale nie spodziewam się oczywiście niczego ponad kolejne fale bełkotu i ćwierćinteligenckich wynurzeń.