Teza shortów pozostaje niezmienna: węgiel koksujący ma spadać, bo tak wynika z narracji makro i kilku głośnych wypowiedzi (pozdrawiam fanów cytowania Trumpa jako modelu wyceny surowców). Tak węgiel idzie za ropa i poszedł po wczorajszej deklaracji Trumpa o możliwym zakończeniu konfliktu (bez wiedzy Iranu). Problem w tym, że rynek – jak to rynek – niespecjalnie się tym przejmuje.
Ceny węgla koksującego zaczynają odbijać i robią to w momencie, gdy pozycjonowanie jest jednostronne. Czyli dokładnie wtedy, kiedy nie powinny – jeśli ktoś wierzy w prostą, podręcznikową historię o „schyłkowym sektorze”.
I tu wchodzi cała magia dźwigni operacyjnej JSW. Koszty w dużej mierze stałe (ograniczone przez zapoczątkowana reformę), więc każdy sensowny ruch na cenie surowca przekłada się ponadproporcjonalnie na EBITDA. Nagle okazuje się, że wyceny robione „na dołku cyklu” przestają mieć sens szybciej, niż zdążą wyschnąć w Excelu.
Do tego dochodzi technika rynku: wysokie short interest + brak panicznej podaży + powolne podbijanie ceny = klasyczne, bolesne rolowanie pozycji krótkich. Bez jednego wielkiego squeeze’a, za to z serią małych, upokarzających ruchów w górę.
I najlepsze: shorty, próbując „utrzymać” trend spadkowy, same generują popyt przy zamykaniu pozycji. Czyli dokładnie to, czego najbardziej nie chcą – wspierają wzrost, z którym walczą.
Nie wiem czy ktoś tu czeka na tragiczny raport bo ja uznaje, że każdy kupuje perspektywę a nie stan bieżący.
Decyzję pozostawiam Wam.